Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

PiS o gospodarce

2010-04-06

Prawo i Sprawiedliwość prezentuje swój program i wystawia do publicznej dyskusji. Zabieramy w niej głos, ponieważ interesuje nas jego strona ekonomiczna. Staramy się zachować maksimum obiektywizmu, analizując założenia społeczno-ekonomiczne tej partii. Ze względu na szeroki (lecz ważny) zakres problemów nasza recenzja zostanie opublikowana w trzech odrębnych fragmentach. Poniżej zamieszczamy pierwszy fragment.

W dniach 6-7 marca 2010 roku odbył się w Poznaniu III Kongres Prawa i Sprawiedliwości. Ważne problemy ekonomiczne zostały jednak przesłonięte innymi sprawami, dlatego możemy jedynie odwołać się do przygotowanego na Kongres programu PiS „Nowoczesna, Solidarna, Bezpieczna Polska”. Odrębnej części społeczno- ekonomicznej w programie PiS jednak nie ma, co nie ułatwia nam zadania. O sprawach gospodarczych mówi się w nim niewiele, nawet mniej niż o sporcie. Program zawiera mały ładunek zagadnień ekonomicznych, do tego rozproszonych, bez konkretów i terminów. Jednakże stanowisko ogólne partii Jarosława Kaczyńskiego jest dość czytelne. Ogólnie biorąc, jest ono kompilacją liberalizmu ekonomicznego i konserwatyzmu politycznego. Kompilacja taka nie jest współcześnie czymś nowym. Jej pierwowzorem był amerykański neokonserwatyzm (drugiego pokolenia), zwłaszcza z czasów prezydentury Busha – juniora. To, co stanowi wspólną płaszczyznę solidaryzmu PiS i amerykańskiego neokonserwatyzmu, to odrzucenie tradycyjnego konserwatyzmu oraz pokaźna doza sekularyzmu, umożliwiającego trzymanie się zasad liberalizmu. Najlepiej charakteryzuje to zdanie jednego z intelektualnych przywódców amerykańskiego liberalizmu: „liberałowie muszą wyraźniej dostrzec, że w ich zasadniczym interesie leży stabilność porządku społecznego” oraz, iż w celu ochrony tego porządku „muszą poszukiwać i zawierać bardziej skuteczne sojusze z politycznymi konserwatystami”(Daniel Moynihan).

Sprawą kluczową dzisiejszych założeń programowych PiS w kwestiach ekonomicznych jest ocena ostatniego dwudziestolecia w Polsce. Jest to ocena jednoznaczna, bezwzględnie pozytywna i nieomal bezkrytyczna. „Nowoczesna Polska to kraj cieszący się szybkim i zrównoważonym rozwojem gospodarczym, który pozwoli nam osiągnąć poziom życia zbliżony do dobrobytu w tzw. starej Unii Europejskiej” – pierwsze zdanie jest sformułowane w taki sposób, że daje się odczytać jako ocena rzeczywistości lub jako wyjaśnienie, jak autorzy programu rozumieją nowoczesność. To zmiksowanie podejścia opisowego i normatywnego jest często uznawane w ekonomii za elementarne nadużycie metodologiczne. Jednak nie podważa to faktu, że stanowi ono jednoznaczną deklarację podtrzymywania dotychczasowego kierunku polityki społeczno-ekonomicznej w Polsce, a więc kierunku wynikającego z zaleceń liberalizmu ekonomicznego (ściślej: neoliberalizmu). Trudno bowiem kwestionować istotę przemian dokonywanych po 1989 roku, jako przejścia od Karola Marksa do Miltona Friedmana.

Jednak tutaj warto podkreślić, że opowiadanie się „za czy przeciw” liberalizmowi ekonomicznemu jest ważna, ale nie zasadniczą płaszczyzną sporu, (chyba że chodzi o spór czysto teoretyczny). Widzimy obecnie dwie podstawowe płaszczyzny, na których rozgrywa się rzeczywisty konflikt polityczny. Pierwszą i najważniejszą, naszym zdaniem, płaszczyzną jest ocena skutków przemian społecznych i gospodarczych w latach 1989-2009. Różnice ocen w tym zakresie są szczególnie ważne, ponieważ wyraźnie skrystalizował się już układ dwubiegunowy, z jednej strony – apologetyczny, zaś z drugiej – kontestacyjny. Co gorsze, układ ten przebiega dość ściśle według znanego z lat 1976-1997 podziału „my i oni”. Drugą płaszczyznę sporu ukształtowały różnice w ocenie światowego kryzysu i jego reperkusji (także dla Polski). Nie ulega wątpliwości, że obecny kryzys ekonomiczny wymusza daleko idącą rewizję dotychczasowych prognoz rozwoju gospodarczego i międzynarodowych stosunków gospodarczych, ale również stosunku do koncepcji ekonomicznych. W tym zakresie różnice nie są jeszcze klarowne, ale można już dostrzec „przegranych” i potencjalnych „zwycięzców”. Także w tej drugiej płaszczyźnie poglądy i zachowania kierownictwa PiS są przesiąknięte neoliberalizmem.

Apologetyka okresu tzw. transformacji
Trzeba także przypomnieć, że dwubiegunowy układ w ocenie okresu tzw. transformacji odnosi się do dwóch warstw.
Pierwsza z nich stanowi spór, jaki od początku lat 90-tych toczy się w światowej literaturze ekonomicznej wokół przemian zachodzących w krajach postkomunistycznych oraz charakteru relacji między tymi krajami i (skrótowo ujmując) Zachodem. W tej warstwie uwidaczniają się podstawowe różnice w ocenie roli Zachodu w procesie transformacyjnym; z jednej strony postrzeganej jako erupcja skłonności imperialnych, a z drugiej strony stylizowanej na pozytywny proces globalizacji. Różnice te obecnie ulegają zaostrzeniu pod przemożnym ciśnieniem światowego kryzysu ekonomicznego.

Druga warstwa, to rzec można warstwa krajowa (chociaż dotycząca nie tylko Polski). W tej warstwie widać rozwierające się nożyce między oficjalnym, narzucanym arbitralnie i silnie propagowanym („z zamkniętymi oczami”) pozytywnym stanowiskiem kolejnych rządów wobec tzw. transformacji oraz coraz mocniej rozczarowanymi i niezadowolonymi z jej rezultatów grupami społecznymi. Tutaj przede wszystkim uderza dysproporcja środków przekazu i całkowity brak dialogu. Jak wynika z programu, PiS jednoznacznie plasuje się w ciągu apologetyki „ludzi władzy” i to z nimi rozgrywa batalie polityczne. Powinno być jasne, że niezależnie od dysproporcji sił i środków, wspomniane różnice nie dają się sprowadzić do subiektywnych opinii, lecz dotyczą interpretacji faktów w kategoriach „prawdy” lub „fałszu”.

Program PiS nie pozostawia żadnych wątpliwości, że partia ta nadzwyczaj pozytywnie ocenia rozwój gospodarczy Polski z ostatnich kilkunastu lat. W pewnym momencie przekracza jednak granice obiektywizmu. Wybierając jako punkt wyjścia rok 1992 dokument ten twierdzi: „Jeśli przyjąć za podstawę rok 1992, czyli pierwszy rok polskiego wzrostu gospodarczego, to do 2007 r. jego tempo wynosiło przeciętnie 4,77% rocznie; po uwzględnieniu 2008 r. wskaźnik ten jest nawet nieco wyższy…”. A już trzy zdania później pada twierdzenie, że był „Szybki wzrost w latach 1992–1997, wynoszący średnio ok. 6% rocznie”. Pikanterii dodaje fakt, że obydwa szacunki są błędne.
„Punkt wyjścia” też jest wyjątkowo starannie dobrany, skoro wiadomo, iż wcześniej (w latach 1989-1992) nastąpił najsilniejszy, najbardziej destrukcyjny kryzys ekonomiczny w Polsce wywołany „terapią szokową”. Takie manipulacje nie powinny mieć miejsca: świadczą o tendencyjności i podważają wiarygodność.

Przytoczone twierdzenia ujawniają przede wszystkim charakterystyczną dla neoliberalizmu linię rozumowania, według której podstawowym kryterium rozwoju społeczno-gospodarczego jest wzrost gospodarczy. Fakt, że przez wiele lat takie kryterium było powszechnie przyjmowane, nie zmienia istoty problemu. W świetle obecnego kryzysu ekonomicznego stosowane kryteria wzrostu gospodarczego okazały się niestety wysoce ułomne. Można też zadać pytanie, do czego odnosi się właściwie owe 4,77 %? Komuś, kto nie zastanawia się nad sensem wzrostu gospodarczego, może wydawać się to mało znaczące [z całą pewnością jednak nie chodzi o wzrost Dochodu Narodowego, który nie jest w Polsce liczony, a tylko szacowany(co chyba nie jest przypadkowe). Najpewniej - o wzrost Produktu Krajowego Brutto].

Dzisiaj trzeba wybierać. Albo pojmujemy rozwój gospodarczy jako przezwyciężanie zacofania gospodarczego (odrabiania zaległości i likwidowania dysproporcji) albo jako dążenie do wzrostu Produktu Krajowego Brutto. Wzrost PKB nie likwiduje zacofania, a może je nawet pogłębiać. Klękanie przed fetyszem PKB (to określenie Josepha Stiglitza)już się skończyło. Z PKB został tylko mizerny i wyświechtany efekt propagandy nieistniejącego sukcesu.

Dlaczego nikt z autorów programu PiS nie zauważył, że przywiązanie do PKB koliduje z ogólną deklaracją troski o dobro wspólne, chyba że pojęcie dobra wspólnego rozciąga się na Wall Street i niemiecki przemysł stoczniowy. Dla szerokiego odbiorcy programu może to być mało ważne, a nawet niezbyt zrozumiałe. Ale dla ekonomisty to musi być ważne i zrozumiałe.

Wreszcie, z naszych rachunków wynika, że nawet w tym tendencyjnie dobranym przedziale czasowym (1992-2008) przeciętny wzrost PKB był dużo niższy.

Brak wiedzy ekonomicznej
Od poważnego programu partyjnego mamy prawo wymagać gruntownej znajomości realiów, do których się on odnosi, w tym realiów ekonomicznych. Omawiane tutaj elementy programu PiS uważamy za szczególnie ważne dlatego, że zawarta w nim apologetyczna ocena przeszłości gospodarczej zwalnia tę partię od konieczności krytycznej analizy aktualnej sytuacji gospodarczej Polski, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Zastępuje ją niewypowiedziane, lecz dobrze słyszalne hasło kontynuacji dotychczasowej linii gospodarczej. Program ten uchyla się od krytycznej analizy, brak więc wniosków, a postulaty są pobożnymi życzeniami. A dzieje się to w czasie, gdy w świecie następują największe we współczesnej historii przesilenia gospodarcze, ideowe przewartościowania i polityczne rekonstrukcje.

Toteż tylko na podstawie tych wstępnych ocen można już śmiało powiedzieć, że program jednoznacznie określa PiS jako partię „zachowawczą”, kontynuującą dotychczasową tendencję w życiu ekonomicznym Polski, a zapowiedź zrównania poziomu życia Polaków i obywateli najzamożniejszych krajów Unii Europejskiej nie jest wsparta żadnymi merytorycznymi przesłankami. Jak można w sytuacji globalnego kryzysu, uderzającego teraz głównie w słabe gospodarki narodowe, w warunkach narastania tendencji odśrodkowych i braku spójnych wizji wyjścia z kryzysu budować program oparty na założeniu wysokiego wzrostu gospodarczego!

Dobrze wiemy, że wszystkie trzy czynniki wzrostu gospodarczego (produkcji), czyli kapitał narodowy, praca i postęp technologiczny przechodziły w latach 1989-2009 ciężki regres. W rezultacie Polska pogrążyła się w zacofaniu społeczno-ekonomicznym. Pisaliśmy o tym szerzej w Raporcie „Polska po dwudziestu latach”. Uznając, że problemy zacofania społeczno-gospodarczego – problemy wielopłaszczyznowe, a zarazem groźne dla całego społeczeństwa – nie istnieją (istnieje tylko dystans między krajami jak w peletonie ścigających się kolarzy), z góry przekreśla się możliwość analizy i zrozumienia tych problemów. Bez analizy i zrozumienia problemów niemożliwe jest ich rozwiązywanie. Można więc założyć, że z takim programem problemów zacofania społeczno-gospodarczego PiS nie będzie w stanie rozwiązać. Taki jest sens owej „zachowawczej” postawy partii.

Co proponują autorzy programu? Proponują usprawnienie państwa, czyli to, co zwykle. Główny problem polega na tym, że ośrodki Władzi finansowej i politycznej, które wykreowały niesprawne państwo polskie we własnym, partykularnym interesie (z którego nie zrezygnują z własnej woli) nie tylko są przez PiS niedostrzegane, ale wręcz promowane. To także znany aspekt neoliberalizmu ekonomicznego, który bez trudu dzisiaj można dostrzec. Przecież tylko te kraje przezwyciężyły obecny kryzys lub przynajmniej nie pogrążyły się w nim głęboko, które pozbyły się neoliberalnych złudzeń i odwołały się do własnej wiedzy i doświadczenia.

Metody na wzrost gospodarczy w omawianym programie nie widać.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

A.S.

Logowanie