W czasie kryzysu przewidywania III Wojny Światowej nabierają rumieńców. Tym razem jednak nie są to przewidywania będące prostą reakcją na zagrożenia płynące ze scenariuszy wojennych, które były czymś w rodzaju ćwiczeń intelektualnych.
Gdy w 1996 roku Caspar Weinberger, minister obrony USA za czasów prezydentury Regana, prezentował literackie wersje scenariuszy wojennych Pentagonu, miał na myśli zagrożenia, jakie czyhają na Stany Zjednoczone, a nie zagrożenia, które one przedstawiają dla społeczności światowej. Tak jak w przedmowie do jego książki „Następna wojna światowa” pisała Margaret Thatcher, iż „nigdy nie brakuje potencjalnych agresorów” oraz że „jedynym sposobem utrzymania pokoju i wolności jest zapewnienie pokojowo nastawionym, demokratycznym państwom – których jądro w dalszym ciągu tworzą Stany Zjednoczone i ich sojusznicy – militarnej przewagi nad państwami agresywnymi i siejącymi niezgodę. Nie da się temu zaprzeczyć nawet przy maksimum wielkoduszności”.
Sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Dzisiaj to Stany Zjednoczone są powszechnie postrzegane jako potencjalny agresor lub państwo dające się prowokować do agresywnych akcji na scenie globalnej.
Dominacja Stanów Zjednoczonych w świecie słabnie, czego najbardziej spektakularnym przejawem jest wywołany przez nie kryzys ekonomiczny. Ale zarazem nie maleje agresywność polityki amerykańskiej. W tym świetle są one więc słusznie uznawane za główny czynnik niestabilności w gospodarce światowej, a nie jako kreator nowego ładu gospodarczego. Pozostaje nadzieja, że dla zachowania równowagi globalnej USA uświadomią sobie ograniczenie swojej roli.
Christopher King, angielski wykładowca zarządzania pisze, iż „Nie ma żadnych oznak, że Stany Zjednoczone cenią strategię, która powiększa korzyści dla wszystkich krajów…”. Jest przekonany, że "zaistniała sytuacja, w której Stany Zjednoczone mogą być zainteresowane w «zimnej wojnie» z Rosją i Chinami jako pretekstem do nie wykonywania zobowiązań wynikających z zadłużenia zewnętrznego, atakiem na Iran, wzięciem pod bezpośrednią kontrolę wszystkich pół naftowych Środkowego Wschodu i narzuceniem efektywnej kontroli Europie”.
Szwajcarski ekonomista François de Siebenthal tłumaczy dziennikarzowi, że „ Gdy kredyt jest tworzony jedynie po to, aby podtrzymywać pozorny wzrost ekonomii, istnieją różne drogi wyjścia z tej sytuacji. Jedną z nich może być doprowadzenie do powszechnej wojny z milionami ofiar, albo krwawej rewolucji, czy chociażby kredytowego kryzysu, jakiego doświadczyła Japonia wraz z niedoborem gotówki i masowym wyludnieniem, albo znowu może to spowodować totalną zapaść ekonomii, jak to się zdarzyło w 1929 roku. Na pytanie, czy takie są ich sposoby, odpowiada: „Właśnie, moim zdaniem międzynarodowi bankierzy planują nowe wojny i rewolucje”.
To tylko dwa z licznych przykładów przewidywania konfliktu wojennego o zasięgu globalnym, które przypisują Amerykanom nieczyste intencje.
(Ciąg dalszy w następnym numerze EEM)
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)