To jest prawdziwy dramat. Sytuacja Grecji budzi lęk i przerażenie. Grecja znalazła się bowiem w stanie upadłości, z którego nie ma wyjścia. Czeka ją potężne ograniczenie dochodów ludności i żadne perspektywy na poprawę sytuacji gospodarczej. Jest to sytuacja niespotykana w dziejach nowożytnej Europy. Grecja traci suwerenność wchodząc pod nadzór międzynarodowych grup finansowych, które wynegocjowały sobie niezwykle restrykcyjne warunki „pomocy finansowej”, uzyskując zarazem szerokie uprawnienia nadzorcze. Grecji grozi dehellenizacja, o czym mówi się głośno.
Warto zwrócić uwagę na radykalną zmianę klimatu politycznego w Grecji. To już jest klimat walki o przetrwanie. Cechuje go powszechne rozgoryczenie. Potrzeba rozrachunku obejmuje dotychczasowe ekipy rządzące, którym wręcz zarzuca się zdradę interesów narodowych oraz żąda postawienia przed Trybunałem Stanu (m.in. przywódca opozycyjnej „Nowej Demokracji” Antonio Samaras). Ostra krytyka uderza przede wszystkim w służalczość rządów wobec zagranicznych ośrodków politycznych i finansowych, gdzie wyraźnie zaznacza się motyw nieuczciwej praktyki zagranicznych instytucji finansowych, a także agend Unii Europejskiej.
Panuje przekonanie, że kryzys w Grecji został wywołany „z premedytacją”, w celu dokonanie grabieży.
Opinia grecka mocno koliduje z poglądami wyrażanymi w światowych środkach przekazu na temat kryzysu, jakkolwiek nie są one jednolite. Grecy wręcz zarzucają tym środkom agresywną kampanię przeciw ich krajowi, mającą ich zdezawuować w oczach świata. Zarzucają oczernianie Greków i uniemożliwianie skutecznej reakcji czy dotarcie do opinii światowej. Grecy są przedstawiani jako „ludność «oszustów» i «złodziei», którzy nie mają prawa do własnego domu”. Przypominają, że w przypadku bankructwa Argentyny w prasie światowej dominowały sympatia i współczucie, a nie jak teraz – oskarżenia.
Natomiast w publikacjach światowych „problem Grecji” sprowadza się do obawy przed zarażeniem oraz traktuje jako problem EURO. W końcu „ Grecja może opuścić Euro, zwłaszcza w celu restrukturyzacji zadłużenia wymuszającej na wierzycielach wyrażenie zgody na duże straty”.
Dramat grecki powinien być nie tylko pouczeniem i przestrogą (ponieważ wiele wskazuje na to, że może się on przydarzyć innym krajom europejskim), ale także swoistym memento mori.
W ślad za Grecją podążają tym samym torem Węgry, w których „odkryto” podobne machinacje finansowe poprzedniego rządu i kombinacją analogicznych czynników kryzysowych. Węgry nie należąc do strefy EURO bynajmniej nie znajdują się w lepszej sytuacji. Węgierski minister kierujący komisją badającą sytuację gospodarczą sygnalizuje, że wykryła ona „olbrzymie rozbieżności” między danymi ogłaszanymi przez poprzedni rząd, a stanem faktycznym. Premier Węgier Peyer Szijjarto mówi otwarcie, że „szanse kraju na uniknięcie greckiego scenariusza są nikłe”. Za Węgrami czeka już Polska. Zauważmy, że kraje te mają z Grecją wspólny mianownik, a mianowicie są traktowane jako kraje „peryferyjne”, a ich problemom nie poświęca się większej uwagi zarówno w międzynarodowych układach politycznych, jak w publikacjach światowych. Ten wspólny mianownik dotyczy także „upiększania” gospodarek przez wykorzystywanie niewiedzy, kreatywnej rachunkowości oraz manipulacji statystycznych.
Więcej uwagi poświęca się krajom PIIGS (pogardliwe określenie wymyślone przez Goldman Sachs). Jednak coraz wyraźniej ujawniają się problemy tych krajów, których nie można kwalifikować jako „zarażenie” Grecją. Wiele wskazuje na to, że czynniki powodujące zagrożenie niestabilnością finansową są wszędzie podobne, lecz główny motyw „zarażenia”, czyli obawy inwestorów przed ewentualnością kryzysu finansowego, nie są najistotniejsze. Obawa przed zarażeniem jest celowo wykorzystywana do umocnienia pozycji instytucji finansowych w chwiejnej sytuacji Europy.
Jest to dramat w trzech odsłonach.
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński