Jest niepodważalnym faktem, że Grecja, a w ślad za nią prawdopodobnie szereg innych krajów europejskich wpadło w pułapkę zadłużenia. Jest to najczęściej podnoszony wątek kryzysu w Europie. Mówi się o przekształceniu kryzysu z kryzysu obejmującego głównie instytucje finansowe w kryzys obejmujący gospodarki narodowe. Jest to po części trafne, skoro chodzi o zadłużenie publiczne. Mało się natomiast mówi o przyczynach i mechanizmach zadłużania gospodarek narodowych, najczęściej zadowalając się lakonicznymi stwierdzeniami o niedostatecznej sprawności i nadużyciach rządów (lub ich nieodpowiedzialności).
W pierwszych miesiącach kryzysu w Grecji (gdy jeszcze jego reperkusje dla Europy nie były tak widoczne jak dzisiaj) wspomniany wątek „kryzysu zadłużenia” posłużył wielu politykom i mediom europejskim za uzasadnienie ostrego ataku na Grecję. Starły się dwie opcje, które z grubsza można określić mianem „polityki ukarania” i „solidarności europejskiej”. Nietrudno zauważyć, że „polityka ukarania” redefiniuje istotę projektu europejskiego, zaś „solidarność europejska” określa potrzebę odejścia od deklaratywnego traktowania zapisu o zasadzie solidarności. Sygnalizujemy to jako problem wynikający z odmiennego stosunku do nadmiernego zadłużenia Grecji.
W pierwszym wariancie („polityki ukarania”) za nadmierne zadłużenie publiczne obciąża się Grecję i uznaje, że musi ona ponieść tego konsekwencje. Do tego dochodzą mniej lub bardziej przekonywujące argumenty pomocnicze. A to chodzi o ostrzeżenie lub zdyscyplinowanie innych rządów, które zbliżają się do pułapki długu publicznego. A to chodzi o pytanie: dlaczego my mamy za to płacić?
W drugim wariancie („solidarności europejskiej”) uznano za słuszne udzielenie Grecji pomocy na zasadach solidarności, lecz nie znaleziono praktycznego sposobu realizacji tej zasady. Trudno nawet ocenić, czy były to populistyczne zagrania, czy szczere intencje.
W tej złożonej sytuacji z inicjatywy kanclerz Niemiec Angeli Merkel, przy jawnie demonstrowanych oporach większości przywódców, przyjęto wariant pierwszy. Nie ulega wątpliwości, ze był to wariant niekorzystny, a może nawet szkodliwy dla Grecji.
Problem polega na tym, że zadłużenie publiczne – jako takie – nie jest bezwarunkowym źródłem kryzysu. Nastąpiło pewne przesuniecie semantyczne z jasnego określenia „kryzys niewypłacalności” do dość mętnego „kryzysu zadłużenia”. Tylko to pierwsze określenie dotyka istoty rzeczy: kryzys wynika z trudności spłacenia narastających zobowiązań, czyli gospodarka nie wytrzymuje ciężaru spłaty zadłużenia publicznego. To oznacza, że występuje jeszcze jeden zasadniczy wątek sytuacji kryzysowej, a mianowicie słabość gospodarki. To słabe gospodarki nie wytrzymują ciężaru spłaty zadłużenia. Tylko dlaczego są one słabe?
Istotnie, dane wskazują, że zadłużenie Grecji (w początkowej fazie kryzysu) nie było czymś nadzwyczajnym. W 2009 roku wyniosło 113,4 % greckiego PKB (po spektakularnej weryfikacji) i było niższe aniżeli we Włoszech (115,2%). W Japonii dług publiczny jest półtora razy większy (192,1%). Zadłużenie zagraniczne Grecji na jednego mieszkańca plasuje ten kraj dopiero na 17 miejscu w świecie.
A jednak Grecja ma słabą gospodarkę, czego nie można domyślić się na podstawie kilku wskaźników makroekonomicznych.
(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński