Część I – Grecki punkt widzenia. Pewnego dnia wybije godzina prawdy. Żonglowanie pozycjami bilansu okaże się nędznym trikiem – pisał przed kilkunastu laty szwajcarski bankier Hans Vontobel. Teraz wybiła godzina prawdy dla Unii Europejskiej.
Światowy kryzys ekonomiczny silnie uderzył w Unię Europejską, wyzwalając histeryczne reakcje i tendencyjne opinie. W oficjalnych informacjach Brukseli panuje jeszcze umiarkowany optymizm, oparty na ocenie kilku wskaźników makroekonomicznych. Jednak za fasadami instytucji unijnych dokonuje się pierwsza próba trwałości europejskiego projektu.
Sytuacja okazała się zbyt poważna, aby podtrzymywać dotychczasowe zapatrywania na Unię Europejską, która już ponosi konsekwencje kryzysu. Zapatrywania te posiłkowały się znanym frazesem o „zarażeniu” kryzysem (Paula Krugmana), czyli uznawały przejawy kryzysu gospodarek europejskich za naturalny rezonans kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Kryzys w Grecji zmienił to nastawienie. Niezależnie od tego, czy uznamy ten kryzys za początek drugiej fali kryzysu światowego, czy potraktujemy jako nieprzyjemny epizod, jest to kryzys toczący się wewnątrz Unii.
Kryzys ten stał się nieoczekiwanym, a zarazem brutalnym sprawdzianem efektywności Unii Europejskiej. Stanowi ostre ostrzeżenie, że światowy kryzys ekonomiczny nie ogranicza się do reperkusji problemów zewnętrznych, lecz że są to problemy powstające na własnym podwórku.
Wskutek polityki restrykcyjnej, która po interwencji w Grecji doszła do głosu w całym obszarze EURO, kraje europejskie są ukierunkowane na stagflację. Dotyczy to poza Grecją także Portugalii, Włoch, Irlandii i Hiszpanii, ale nie tylko. Jest zastanawiające, że potraktowanie nowych krajów członkowskich jako „peryferii Europy” zaowocowało nie tylko brakiem zainteresowania kreatorów opinii publicznej w świecie sytuacją w tych krajach (przerywanym jedynie w chwilach ekstremalnych wydarzeń), ale także rażącą łatwowiernością, z jaką przyjmowane są oficjalne wypowiedzi przedstawicieli tych krajów. To samo było z Grecją: według rządu było świetnie, a potem okazało się, że gorzej być nie mogło. Tym krajom stagflacja nie tylko zagraża, ale już się ustaliła jako fakt gospodarczy.
Ograniczanie wydatków publicznych niewątpliwie odbije się na dynamice gospodarczej, czego ekonomistom nie trzeba tłumaczyć. Poza normalnymi konsekwencjami cięć budżetowych w obecnych warunkach dochodzi do dodatkowego osłabienia gospodarki. Chodzi o to, że usługi publiczne w wielu krajach są już wcześniej silnie ograniczone finansowo lub raczej wyciśnięte jak cytryna. Wydatki publiczne w słabych gospodarkach zazwyczaj nie wystarczają na finansowanie podstawowych usług (w zakresie zdrowia i bezpieczeństwa), a sektory publiczne stoją na skraju bankructwa.
Przez pierwsze półrocze 2010 roku analizy i komentarze skupiały się przede wszystkim na dramatycznej sytuacji w Grecji, widzianej głównie przez pryzmat reperkusji kryzysu w ojczyźnie Hermesa dla strefy EURO. Na tym tle ujawniło się szereg różnych i słabo powiązanych ze sobą wątków kryzysu w Europie, co stało się okazją do formułowania różnych, nawet skrajnie sprzecznych opinii. Musiało to zaognić temperaturę sporów politycznych i dołożyć nowe pęknięcia i rysy w Unii Europejskiej.
Wyraźnie zaznaczyło się znamienne przesunięcie punktu ciężkości z Grecji na całość stosunków wewnątrz unijnych. Dramat okazał się podwójny: grecki i ogólnoeuropejski.
Komentarze dotyczące kryzysu w Grecji były zazwyczaj pisane w duchu rewelacji prasowych i wzajemnych pretensji, ale kryzys ten nie został zdiagnozowany. Sformułowano szereg powierzchownych opinii, z których na szczególną uwagę zasługuje twierdzenie o kryzysie zadłużenia (Grecji/ PIIGS). To zagadnienie należy gruntownie rozpatrzyć. Może okazać się bowiem, ze jest to tylko złudna półprawda. Również powierzchowne jest rozpatrywanie kryzysu w Grecji przez pryzmat obawy przez zarażeniem. To raczej wybieg polityczny, aniżeli poważne nawiązanie do ekonomii. Trzecim widocznym ujęciem kryzysu było skoncentrowanie uwagi na tym, co ostrożnie daje się określić jako rozdźwięk między silnymi i słabymi ekonomicznie krajami UE. Ten kontrast był oczywiście już wcześniej eksploatowany w duchu wzajemnych pretensji. Za zasłoną splecioną z tych pretensji kryje się kilka pytań dotyczących efektywności wspólnoty europejskiej („gdzie jest jej wartość dodana?”). I wreszcie na kryzys w Grecji i w Europie spoglądają komentatorzy z różnych kontynentów, nierzadko dolewając oliwy do ognia. Kryzys ten niewątpliwie zahacza o problemy globalne i tak jest rozpatrywany. Ale nie można lekceważyć faktu, że jest to efekt działań zewnętrznych, naruszających słabnącą konstrukcję euroatlantycką.
Niniejszy Raport skupia się na tych kilku podkreślonych kwestiach.
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński