Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Słabość struktur europejskich

2010-08-03

Obecny kryzys gospodarczy jest prawdopodobnie punktem zwrotnym w powojennej historii Europy, a szczególnie Unii Europejskiej. Podstawowy problem Unii Europejskiej polega na tym, że nie dopracowała się mechanizmu obronnego, który w warunkach konkurencji globalnej dawałby krajom członkowskim niezbędny poziom bezpieczeństwa ekonomicznego. To oznacza, że system nie jest stabilny.

Dwa szczególnie ważne pojęcia „konkurencji globalnej” oraz „bezpieczeństwa ekonomicznego” w unijnej nomenklaturze są trywializowane.„Konkurencja globalna” jest ujmowana w duchu ekspansji gospodarczej (technologicznej i handlowej) Europy, a ściślej mówiąc - wedle zapatrywań odwołujących się do wcześniejszych sukcesów gospodarki niemieckiej. Zasadniczy błąd tych zapatrywań polega na tym, że kwestie konkurencji globalnej ujmowano jako „wyzwanie stojące przez Europą”, a więc jako kweste umocnienia pozycji Europy na gospodarczej mapie świata. Zupełnie zlekceważono fakt, że na arenie międzynarodowej nie Europa, lecz poszczególne kraje wchodzą w konkurencję globalną. Tak więc koncepcja rywalizacji ekonomicznej Europy z innymi kontynentami mogła być tylko wehikułem umożliwiającym niektórym krajom utrzymanie czy umocnienie swojej pozycji konkurencyjności w świecie, a także kierowanie funduszy unijnych na umocnienie krajowego potencjału naukowo-technicznego i przemysłowego. Tak się właśnie stało. Oczywistym beneficjentem „wyzwania stojącego przed Europą” stały się Niemcy. To Unia Europejska umacniała Niemcy, a nie odwrotnie. Narzekania płynące ze strony rządu i opinii publicznej w Niemczech o zasilaniu Unii prezentują wąski, buchalteryjny punkt widzenia.

Unia Europejska zasadniczo zaniedbała kwestie ogólnego bezpieczeństwa europejskiego, co po kryzysie w Grecji stało się bezsporne.

Przyznają to najważniejsi funkcjonariusze brukselscy. Niedawno José Manuel Barroso ostrożnie zaznaczył, że „decyzje UE dotyczące ustanowienia wspólnie z MFW sieci bezpieczeństwa państw UE nie są wystarczające i wymagają dodatkowych kroków w celu rozwiązania kryzysu”. Zarazem przypomniał, że „EURO nie było wynalazkiem Grecji, Irlandii lub Hiszpanii. To był francusko-niemiecki plan”.

Wydaje się jasne, że tego bezpieczeństwa, podobnie jak „konkurencji globalnej”, nie można ujmować w oderwaniu od bezpieczeństwa narodowego poszczególnych krajów. Faktycznie bowiem zagrożenie bezpieczeństwa europejskiego jest czystą abstrakcją, zaś realnie na zagrożenie są wystawione słabe ogniwa w łańcuchu krajów europejskich. Osłabianie tych krajów pod względem militarnym i gospodarczym bez przygotowania przeciwwagi w postaci unijnych systemów bezpieczeństwa nie tylko prowadzi, ale musi prowadzić do takich sytuacji, jak dzisiaj w Grecji. Tymczasem najsilniejsze kraje unijne (głównie Niemcy) w imię własnych korzyści politycznych i ekonomicznych forsowały i wykorzystywały naiwną wizję liberalizmu ekonomicznego w obszarze unijnym. O co chodzi? Przede wszystkim o to, iż liberalizm ekonomiczny w stosunkach międzynarodowych nie jest czynnikiem ogólnego wzrostu dobrobytu. Dziewięćdziesięciodziewięcioletni noblista z ekonomii Maurice Allias w czerwcu bieżącego roku stawia kropkę nad i: „Liberalizm nie może być laissez-faire”. Kryzys jest " konsekwencją masowej liberalizacji handlu międzynarodowego".

Konflikty i tendencje odśrodkowe
Odśrodkowe tendencje, które w warunkach kryzysu ekonomicznego zawsze się nasilają, są testem zdolności do przeprowadzenia koniecznych zmian w Unii Europejskiej. Często rozważania dotyczące stosunków w UE skupiają się na instytucjach unijnych lub na mającej coraz większe znaczenie nieformalnych meandrach „praktyki unijnej”. Za mało zaś uwagi poświęca się zmianom i tendencjom zachodzącym w poszczególnych krajach członkowskich UE (uznając je błędnie za „sprawy wewnętrzne”). To powoduje zaciemnienie ogólnego obrazu sytuacji.

W poprzedniej części Raportu dotyczącego znaczenia i skutków kryzysu w Grecji wskazywaliśmy, że dramat grecki ujawnił z całą ostrością lekceważone dotychczas problemy integracji europejskiej oraz infantylizm polityków i środków przekazu wobec rosnących konfliktów i tendencji odśrodkowych, wcześniej płynący z optymizmu, jaki dawało imponujące tempo tej integracji.

Nie należy przeceniać integracyjnego sukcesu, który raczej dotyczy sfery regulacyjnej, aniżeli realnej. Integracja w wielu dziedzinach jest mocno ograniczona, w tym również w sferze finansowej.

Integralność wewnętrzna w krajach członkowskich jest zdecydowanie wyższa od integralności europejskiej. Europa integrowała się nie w duchu wzajemnych dostosowań, lecz w „duchu pangermańskim”, czyli poprzez tworzenie nowego porządku europejskiego. Pod względem regulacji prawnych i administracyjnych UE rozwinęła się nadzwyczaj silnie, ale proces przystosowawczy mechanizmów unijnych do zmiennej sytuacji zewnętrznej i wewnętrznej nie został nawet zainicjowany. W każdym razie traktat lizboński nie zwiększył elastyczności i zdolności do przemian.

Europa jako kontynent jest dużym i wpływowym obszarem gospodarczym, który uzyskał swoją pozycję w świecie dzięki właściwościom cywilizacyjnym i zapewne także wskutek szczególnej różnorodności kultur narodowych. Te walory Europy zostały w procesie integracyjnym zlekceważone, a dzisiaj dają znać o sobie z całą ostrością.
Instytucje europejskie nie są wyrazem oczekiwań społecznych i promotorem rozwoju kultur narodowych, lecz czynnikiem zewnętrznym, „ślepym” na warunki rozwoju. Na tym tle dopiero można rozpatrzyć bardziej szczegółowo obecne problemy społeczne i gospodarcze.

Rozwój ekstensywny
Rozszerzenie UE o nowe państwa członkowskie było formą ekspansywnego rozwoju, realizowanego kosztem integracji wewnętrznej. Miało więc specyficzny charakter „jednostronnego przystosowania”, co oczywiście pogłębiło asymetrię między poszczególnymi państwami i zadziałało dezintegracyjnie, zwłaszcza w dziedzinie gospodarczej. Nowe państwa członkowskie zostały ustawione na podrzędnej pozycji czeladniczej, zaś stare – przypisywały sobie rolę mistrzowską. Do tego doszły liczne próby (niestety udane) wykorzystania tej pozycji dla realizacji interesów partykularnych. Nie wiedziano wówczas jak bardzo jest to niebezpieczne dla stosunków wewnątrz unijnych.

Teraz dostrzega się wyraźniej konsekwencje pogłębiania się nierówności ekonomicznych i społecznych miedzy krajami członkowskimi UE. Są one w znacznym stopniu konsekwencją „jednostronnego przystosowania”, a nie różnicy w kulturze i wartościach cywilizacyjnych (jak sądzi Angela Merkel). Grecja pod tym względem jest zaprzeczeniem tej arogancji.

Grecy przypominają, że kapitał niemiecki w Grecji osiągał zyski w wysokości 15-20 % rocznie, zaś u siebie w Niemczech ok. 5 %.

Problem rozszerzania Unii Europejskiej w celu „umocnienia” Europy ma także inne, raczej niespodziewane konsekwencje. Konflikty dwustronne między poszczególnymi krajami są „niwelowane” jako przejaw nacjonalizmu, ale towarzyszy temu doktrynalny pogląd o konieczności działania „w duchu jedności”, a nie mądre i wymagające długiego horyzontu czasowego rozwiązywanie sporów i sprawiedliwe rozstrzyganie spraw. Zewnętrznie, relacje między krajami członkowskimi UE są jak najbardziej poprawne, chociaż niektórzy w milczeniu zaciskają zęby. I w tym zakresie kryzys w Grecji odcisnął się jako reakcja na fałszywe stawianie problemu. Grecja jest obciążona wysokimi kosztami obrony przed ekspansywna Turcją, Albanią i nową Macedonią, których absurdalne roszczenia do ziem i akwenów, morskich Grecji nie są żadną tajemnicą. Wskutek osłabienia Grecji przez atak spekulacyjny i współdziałanie Niemiec i MFW, kraj ten jest zagrożony rozbiorem i wynarodowieniem. Tutaj „szlachetne” idee pokojowej współpracy i integracji przegrywają z rzeczywistością. Grecy nie mogą sobie pozwolić na utratę swojego terytorium, a doraźne ustępstwa obecnego rządu w Atenach niczego nie rozwiązują.

Taki punkt widzenia nie jest w Polsce czymś nadzwyczajnym.

Obecnie proces integracji europejskiej przeżywa głębokie załamanie. Instytucje europejskie są i pozostaną, jest jednakże mało prawdopodobne, aby mogły odegrać znaczącą rolę w „wyciągnięciu” Europy z globalnego kryzysu ekonomicznego, czy doprowadzić do rzeczywistej federacji Europy lub do stworzenia jednego państwa europejskiego.

Rządy większości państw europejskich jak manekiny przeistoczyły się w rządy „ograniczonej suwerenności”, czyli de facto rządy marionetkowe. Mechanizmy demokratyczne zostały w tym państwach sprowadzone do formy fasadowej. Gospodarki tych krajów stały się mniej efektywne, narażone na niekorzystne lub wręcz agresywne posunięcia kilku pozostałych krajów. Nastąpiło „spłaszczenie intelektualne”, a ściślej mówiąc - sterylizowanie społeczeństw z ich wartości historycznych, religii i tradycji. W tym samym czasie w ekonomii następuje renesans poglądów, które tym wartościom i instytucjom przypisują istotne znaczenie dla rozwoju społeczno-gospodarczego.

Przekształcenie Unii Europejskiej w państwo wielonarodowe może wydawać się sensowną odpowiedzią na współczesne wyzwania. Jednak wymaga to przełamania dotychczasowego „stylu zarządzania”.

Globalizacja
Kolejny problem polega na tym, że dotychczasowe pojęcie globalizacji zostało przez globalny kryzys ekonomiczny ostro zweryfikowane. Cały idealizm, którym zostało obudowane to pojęcie, znikł jakby za dotknięciem różdżki. Obecnie globalizacją nazywa się najczęściej amerykańskie dążenie do dominacji w skali światowej, a także stanowcze reakcje na takie wyzwanie niemal z każdej strony świata (Unia Europejska, Chiny, Rosja, Indie, a nawet Brazylia). To już nie jest globalizacja jako „konieczność dziejowa” albo jako eklektyczny splot kilku najbardziej rzucających się w oczy tendencji ogólnoświatowych, akcji politycznych i wydarzeń o międzynarodowym rezonansie. To jest synonim klęski tendencji globalistycznych.

Do załamania się początkowej idei „globalizacji” przyczynił się nie tylko kryzys zapoczątkowany w USA, lecz w znacznym stopniu kryzys europejski. Ten ostatni uświadomił wszystkim, że kryzysy od dawna miały zasięg globalny, przynajmniej od połowy osiemnastego wieku. Obecny kryzys niczym szczególnym się pod tym względem nie różni od poprzednich, a to oznacza, że zrozumienie jego mechanizmu jest ułatwione. Oczywiście obecny kryzys podważa sens amerykańskiej dominacji i wyzwala odruchy obronne Waszyngtonu, jak widać obecnie – raczej agresywne.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie