Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

De-globalizacja (1)

2010-09-08

Termin globalizacja, który w latach 1980-2008 (czyli do pojawienia się kryzysu światowego) zyskał nadzwyczajną popularność, jest podobny do błędu ortograficznego. Od zwykłych błędów ortograficznych różni się jedynie tym, że nie dotyczy wykoślawionego stosowania pisowni, lecz czegoś nieporównywalnie ważniejszego: wykoślawionego rozpoznania rzeczywistości.

Tej opinii nie osłabia wcale fakt, że dziesiątki ekonomistów i polityków opisywało globalizację w apologetycznym transie (zostawiając sporo kompromitujących śladów w postaci publikacji i zapisów medialnych). Ten przykry fenomen nie ominął także Polski.

Zastrzegając się, iż „problemu globalizacji” nie zamierzamy bagatelizować, chcemy poświęcić kilka zdań błędnym zabiegom konstrukcyjnym, dzięki którym udało się wprowadzić i szeroko rozpowszechnić ten termin. Motorem tych zabiegów było nadanie „globalizacji” pozornie naukowego znaczenia. Łatwo można dziś odnotować żenujące dywagacje o konieczności i potrzebie globalizacji wśród polskich ekonomistów (ale nie tylko), szczególnie w duchu marksistowskiej konieczności dziejowej, a także o zaletach integracji międzynarodowej, która jakoby wiedzie do pokoju światowego dzięki przezwyciężaniu nacjonalizmu, fanatyzmu religijnego, „braku otwartości na świat” etc. A pod tą usilnie podgrzewaną przez środki masowego przekazu warstwą narkotyzowania opinii społecznej w wielu krajach toczyły się procesy przeciwstawne: wzrosty partykularyzmu narodowego (zwłaszcza w krajach Zachodu), agresywnego rugowania religii ze sfery publicznej oraz niszczenia rodzimej kultury, osłabiania zewnętrznych i wewnętrznych systemów obronnych, a w szczególności – przenoszenia „walki konkurencyjnej” z obszaru rynku na walkę (militarną i ekonomiczną) między narodami.

Doktryna globalizmu
Zazwyczaj przyczyną popularności błędnych doktryn społeczno-ekonomicznych jest dążenie do podporządkowania złożoności i różnorodności świata jakimś prostym kryteriom lub terminom. Tak też miało miejsce wówczas, gdy rodził się omawiany termin „globalizacja”. Stanowił on zapowiedź i projekt nowego „porządku światowego”, a zarazem nowej doktryny społeczno-ekonomicznej. Niewiele osób zdawało sobie sprawę z faktu, że jest ona jaskrawym zaprzeczeniem doktryny liberalizmu ekonomicznego i „nowym etapem” neoliberalizmu. Dopiero po upływie dwudziestu lat miało się okazać, że sympatia, z jaka ekonomiści liberalni odnosili się do tego „niemowlęcia” współczesnej myśli społeczno-ekonomicznej nie jest niczym uzasadniona. Doktryna globalizacji zaczęła pożerać doktrynę liberalizmu ekonomicznego, okazując się jej monstrualną karykaturą.

U podstaw klasycznego liberalizmu ekonomicznego leży nadzwyczaj proste stwierdzenie. Jest to stwierdzenie o ogólnym pożytku z dobrowolności wymiany. Dobrowolność wymiany jest oczywiście w jakimś zakresie ograniczona, ale tylko jako ustępstwo na rzecz wyjątkowych sytuacji lub zdarzeń, a także jako zasada pozbawiona zbyt sztywnej lub wręcz demagogicznej interpretacji. I oczywiście, wszelkie zawężanie dobrowolności wymiany musi budzić zastrzeżenie, że zasada ta jest lekceważona lub łamana.

Jednak z chwilą, gdy neoliberalizm gwałci zasadę dobrowolności wymiany, zastępując ją innymi „liberalnymi” koncepcjami wolności gospodarczej, dochodzi nie tylko do swoistego chaosu myślowego w nurcie liberalnym, ale do czegoś znacznie poważniejszego. Dochodzi bowiem do całkowitej kompromitacji liberalizmu.

Kompromitacja liberalizmu wytwarza smutną, lecz jednocześnie śmieszną sytuację. Smutną… Ekonomiści i politycy zwalczający liberalizm walczą z widmem przeszłości, a jego obrońcy wyglądają na ludzi, którzy urodzili się kilkadziesiąt lat za późno. Byłoby to może zupełnie śmieszne, gdyby nie fakt, że w taki sposób powstaje zasłona dymna, w której rzeczywistość jest trudna do rozpoznania. Jest to podobne do podrabiania firmowych marek tradycyjnych produktów. Kupujący mają pretensje głównie do producentów wyrobów firmowych, a nie do oszustów czy hochsztaplerów. Producenci natomiast są eliminowani z rynku przez nieuczciwych konkurentów.

Niestety, niewielu polskich ekonomistów zorientowało się, co się dzieje. Ale nie brońmy liberałów lub naszych ekonomistów, usprawiedliwiając ich poczynania rzekomą naiwnością. Aby poradzić sobie z obecną kryzysową sytuacją, kryteria oceny i selekcji poczynań ekonomistów muszą być zaostrzone. Obszar wypowiedzi publicznych, a zwłaszcza odwołujących się do autorytetu teorii ekonomii , nie może być nadal obszarem nieodpowiedzialności i mówienia byle czego.

Polskiej ekonomii potrzebny jest przede wszystkim aktywny krytycyzm społeczny. Chociaż wielu ekonomistów uznaje się za zagorzałych przeciwników wszelkich doktryn, a zwłaszcza doktryn społeczno-ekonomicznych, wielu z nich grzeszy przekładaniem idei nad realizm i rozsądek. Chociaż przeciwnicy takich doktryn starają się wykazać ich znikomą wartość poznawczą, stają bezradni wobec „uroku” doktrynerów. Odmawiają im naukowości, twierdząc z pełnym przekonaniem, że doktryny i nauka, podobnie jak doktrynerzy i uczeni, tworzą dwa bieguny zafascynowania się światem. Twierdzą, że doktryny nie mają nic wspólnego z nauką: są fałszywą monetą. Ale nic ponadto, co mogłoby wpływ tych doktryn ograniczać lub eliminować je z życia publicznego. Nie potrafią przejść do podstawowego wniosku, iż są one szkodliwe społecznie i ekonomicznie, a więc należy z nimi zdecydowanie, aktywnie walczyć.

Na czym, mówiąc najkrócej, polega podstawowy błąd doktryny globalizacji? Polega on na tym, że usiłuje się interpretować trzy podstawowe przedmioty dociekań: procesy gospodarcze, oddziaływania rządów i instytucji międzynarodowych na procesy gospodarcze, a także rozmyślania futurologiczne o gospodarce jako pewien monolicie (stanowiącym twór globalizacji), podporządkowując te dociekania prostemu i łatwemu do przyswojenia zjawisku poszerzania zasięgu, czyli ekspansji.

Doktryna globalizacji jest podporządkowana idei ekspansji. Radykalne podejście do globalizacji oznacza akceptację militarnych podbojów, de-demokratyzację, łamanie naturalnych praw człowieka, niszczenie wspólnot narodowych i religijnych, degradację człowieka i przyrody.

Ciąg dalszy w przyszłym numerze EEM.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie