Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Zmora neoliberalizmu w Polsce

2010-09-08

W dwóch ostatnich latach napisano w świecie setki prac naukowych, które nie tylko kwestionują naukowy charakter współczesnego neoliberalizmu, lecz także obciążają go winą za wywołanie najpotężniejszego kryzysu ekonomicznego w skali globalnej, za upadek cywilizacji zachodniej oraz za demoralizację wielu rządów i społeczeństw.

Nic dziwnego, że większość rządów poszukuje jakiejś alternatywnej koncepcji politycznej i ekonomicznej, chociaż niekiedy wedle znanej zasady „co zmienić, aby niczego nie zmienić”. Polska jest pod tym względem jednym z nielicznych fenomenów. Ortodoksja neoliberalna święci tutaj tryumfy.
Przyświeca rządowi, jest widoczna w mediach publicznych i prywatnych, a także łatwo dociera nawet do redakcji pism o orientacji narodowej i patriotycznej. Co jest główną tego przyczyną? Odpowiedź jest prosta: dezorientacja i brak wiedzy ekonomicznej. Samooszukiwanie się.

Czym jest wspomniany neoliberalizm? Otóż nie jest to współczesna wersja liberalizmu ekonomicznego (w duchu ekonomii klasycznej). Mamy więc nieporozumienie, polegające na nadużywaniu ekonomii klasycznej do tworzenia sympatycznej iluzji kontynuacji historycznej myśli ekonomicznej. Dwa elementy neoliberalizmu zasługują na uwagę. Pierwszy, to odrzucenie idei naturalnych praw rynku (jako mechanizmu efektywnej alokacji zasobów) i zastąpienie tej idei „twórczą destrukcją”, czyli darwinizmem społecznym (realizowanym m.in. za pomocą wpływów politycznych i siły militarnej). Drugi, to wynikający stąd wysoki poziom agresji politycznej, militarnej i gospodarczej (a ostatnio nawet klimatycznej), czyli uznanie podboju krajów za zasadniczy element „twórczej destrukcji”.

Pierwszy element oznacza, że idee wolnorynkowe są (z teoretycznego punktu widzenia) silnie skażone rozlicznymi przejawami działalności naruszającej wyidealizowane założenia wolnego rynku. Nie chodzi jednakże o podręcznikowe „ułomności rynku”, lecz o marginalizację znaczenia dobrowolnych transakcji rynkowych i tworzenie struktur wymuszających podporządkowanie. Prawdopodobnie przy stosunkowo niewielkich nakładach można byłoby z powodzeniem zidentyfikować istniejące odstępstwa gospodarek opatrzonych etykietą „rynkowe” od założeń ekonomii klasycznej. Mogłoby się to przyczynić do ograniczenia nadużywania tej wspomnianej etykiety, zwłaszcza kiedy niedostrzegalnie dla szerokiej publiczności gospodarki przekształcają się w przeciwieństwo gospodarek wolnorynkowych.

Drugi element wymaga szerszego omówienia, gdyż uzasadnia sprzeciw wobec oszukańczych koncepcji polityczno-gospodarczych, które propagują sielankowy obraz rzeczywistości gospodarczej (bezpieczeństwa gospodarczego, szlachetnych motywów działania instytucji finansowych, troski o utrzymanie poprawnych stosunków międzynarodowych itp.) W ten sposób dochodzi do rozmycia zasadniczego zagadnienia, iż liczne przejawy silnej lub długotrwałej agresji ekonomicznej - zewnętrznej i wewnętrznej - wymierzonej przeciw społeczeństwu i gospodarce narodowej, a szczególnie skierowanej na jego zasobach kapitałowych oraz materialnych warunkach życia, są istotną przyczyną spadku gospodarczego. Do tego dochodzi całkowita rezygnacja z rachunku międzypokoleniowego, powodująca pozostawianie „w spadku” przyszłym pokoleniom potężnych niedoborów kapitałowych. Agresje tego rodzaju – silne lub długotrwałe – mają z reguły inwazyjny charakter. Dlatego nie można ich interpretować jako drugorzędnych lub przypadkowych zakłóceń wzrostu gospodarczego.

Historycznie biorąc, agresywne formy aktywności motywowanej korzyściami gospodarczymi nie są czymś wyjątkowym. Głównym problemem jest raczej ustalenie, czy i w jakim zakresie wpisują się one w rozumowanie ekonomiczne oparte na akceptacji gospodarki wolnorynkowej. Jednoznaczne rozróżnienie rzeczywistości gospodarczej od teoretycznego opisu wolnego rynku powinno polegać między innymi na tym, że potrafimy dostrzec dystans istniejący pomiędzy gospodarkami określanymi mianem wolnorynkowych a neoliberalnym modelem gospodarki, w której świadomie ogranicza się możliwości przeciwstawiania agresji ekonomicznej. W Polsce dwukrotnie wystąpiły bezsporne i niszczące akty agresji ekonomicznej. Pierwszy, to wmuszenie likwidacji przemysłu stoczniowego. Drugi, to zniesienie ochrony zasobów naturalnych przed „inwestorami zewnętrznymi”. Oczywiście nie są to epizody, lecz prosta konsekwencja wieloletniego pogrążania się w bagnie współczesnych stosunków międzynarodowych. Klamrą spinającą te stosunki jest utrwalenie statusu „bezbronnej twierdzy”. Neoliberalizm pojawia się tutaj jako sposób usprawiedliwiania oraz legalizowania agresji.

”Dzisiaj wschodzących rynków nie zmusza się do niczego pod groźbą użycia potęgi militarnej; zmusza się je za pomocą siły ekonomicznej, groźbą nałożenia sankcji bądź wstrzymania niezbędnej pomocy w czasie kryzysu” – pisał Joseph Stiglitz. Nie jest to zupełnie prawdziwie. Szantaż militarny znajduje się w także w pakiecie środków przymusu (razem ze środkami ekonomicznymi, prawnymi i politycznymi).

Mało jest prawdopodobne, żeby świadomość tej sytuacji była obca czynnikom kierowniczym w polityce i gospodarce. Działa raczej „kultura braku odpowiedzialności” oraz liczne uzależnienia personalne od wpływów obcych. Powoduje to równoległe do spadku gospodarczego pogrążanie się władzy w działalności sprzecznej z interesem narodowym, a w konsekwencji przejście jej na pozycje antynarodowe czy wręcz okupacyjne. Ten proces obecnie nasila się, a koncentracja władzy „w jednym ręku” stanowi jego swoiste uwieńczenie.

Wszelkie zachowania agresywne w sferze gospodarczej są w jakiejś mierze zawsze konsekwencją oceny przez potencjalnych agresorów zdolności obronnych celu. Niestety, także ciężary związane z zarządzaniem ryzykiem agresji, a więc z koniecznością skierowania znacznej części zasobów kapitałowych na obronę i utrzymywanie zdolności mobilizacji mogą negatywnie rzutować na wzrost gospodarczy, zaś w skrajnych przypadkach nawet przyczyniać się do spadku gospodarczego.

Potrzeba przyjrzenia się dokładniej „polskiemu neoliberalizmowi” staje się coraz bardziej paląca, gdyż stanowi on najbardziej szkodliwe lub wręcz katastroficzne dla społeczeństwa oraz gospodarki nadużycie ekonomii. Przekroczono granicę między liberalizmem ekonomicznym i samowolą, z tym jednak zastrzeżeniem, że nie chodzi o jednostkowe ekscesy tych lub innych osób, lecz o oficjalnie demonstrowane poglądy uzasadniające forsowane od dłuższego czasu w Polsce koncepcje kamuflujące degradację ekonomiczną.

To tylko część dość powszechnej obecnie krytyki neoliberalizmu. Jednak mimo jej powszechnego zasięgu, w polskiej polityce, administracji i mediach nadal widać silne zakorzenienie złudzeń neoliberalno-ekonomicznych. Również w polskim społeczeństwie krytycyzm wobec neoliberalizmu ustępuje miejsca infantylnym wyobrażeniom o międzynarodowych i wewnętrznych stosunkach gospodarczych. Świadczy to dobitnie o nie wyklarowaniu polskich (narodowych) kanonów polityki gospodarczej, a pośrednio – o lekceważeniu lub niechęci do polskiej myśli ekonomicznej. Z zafałszowaniami polityki gospodarczej jest jak z zanieczyszczeniem środowiska: wciska się ono we wszystkie szczeliny drzwi i okien.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

T.Z.

Logowanie