Jak długo możemy udawać, że system edukacji menagerów w Polsce działa zgodnie z potrzebami gospodarki, a szczególnie z interesem społecznym? Już niedługo. Polskie szkoły biznesu wchodzą w stadium ostrego kryzysu. Nie chodzi bynajmniej wyłącznie o niekorzystne trendy demograficzne, a nawet o wpływ ubożenia społeczeństwa na szanse dalszej egzystencji tych szkół.
W przedwakacyjnym numerze EEM zaznaczyłem, że „obecny kryzys obnażył podstawową słabość wiedzy z zakresu zarządzania. Jest to wiedza programowo zorientowana na wyposażenie menagerów w kompetencje i umiejętności praktyczne. Tymczasem te kompetencje i umiejętności okazały się zbyt słabe, ograniczone lub powierzchowne, by skierować biznes w kierunku rozwoju społecznego i gospodarczego, a nie na skraj globalnej przepaści…”.
Na obecny kryzys szkół biznesu złożyły się dwa czynniki: wady anglosaskiego systemu nauczania menagerów, który z całą bezwzględnością są obecnie krytykowany w amerykańskich środowiskach akademickich oraz specyficzny charakter polskiej mutacji tego systemu. U ich źródeł znajduje się jeden zasadniczy element: wbrew powierzchownym przekonaniom system edukacji menagerów jest systemem mocno zideologizowanym, przy czym jest to przekład neoliberalnej ideologii politycznej i ekonomicznej na zalecenia „praktyczne”.
Oczywiście zakres i różnorodność problematyki zarządzania wyklucza totalną krytykę dorobku z tej dziedziny wiedzy. To jednak nie łagodzi bezwzględności krytyki, ponieważ dotyczy ona rdzenia obudowanego wspomnianą różnorodnością. Nie można jednakże pójść tak daleko, aby odmawiać tej dziedzinie zmysłu i przydatności praktycznej.
Ideologizacja zarządzania
Aby poważnie potraktować problemy edukacyjne zarządzania trzeba przede wszystkim podkreślić, że pod tym względem w latach poprzedzających ekspansję „doktryny anglosaskiej”, sprawy w Polsce stały zupełnie nieźle, mimo panowania „doktryny marksistowskiej”. Władzom komunistycznym zależało na rozwoju gospodarczym i efektywności przedsiębiorstw państwowych, co z konieczności sprzyjało pragmatycznemu podejściu do zarządzania, redukując stopniowo względy ideologiczne i polityczne do nadzoru kadrowego. To oznaczało, że ówczesne kadry menedżerskie średniego szczebla (złożone w osiemdziesięciu procentach z absolwentów studiów inżynierskich) były traktowane z tym samym umiarem jak środowiska naukowo-techniczne. Upolitycznione były „wierzchołki” (określane mianem nomenklatury), ale niżej dominowały motywy apolityczne.
Warto o tym mówić, gdyż po „złapaniu bakcyla anglosaskiego” ideologizacja zarządzania przybrała charakter powszechny, ześrodkowany zwłaszcza na menagerach średniego szczebla. Ideologizacja zarządzania stanowiła oczywisty przejaw generalnej ekspansji nie tyle praktyki zarządzania, ile kształcenia krajowych kadr zarządców i administratorów niezbędnych dla korporacji zachodnich i opanowania przez nie polskich sektorów gospodarczych. Wiemy dobrze, że zjawisko to miało znaczny zasięg. I tak na przykład Fundacja Fulbraitha (powołana do urzeczywistnienia tego celu) dostarczyła ok. 1.100 polskich absolwentów, kierowanych później na lukratywne stanowiska biznesowe, finansowe, administracyjne i polityczne.
Szczególnym aspektem ideologicznej ekspansji w dziedzinie zarządzania było silne (choć raczej koniunkturalne) zaangażowanie kierowników rozwijających się dopiero szkół biznesu w Polsce w aktywne propagowanie koncepcji „terapii szokowej”. Dziś nie ulega już wątpliwości, że terapia szokowa stanowiła narzędzie agresywnego przejęcia majątku publicznego oraz władzy politycznej przez ludzi podporządkowanych interesom zewnętrznym. Jako charakterystyczny przykład można tutaj przytoczyć wypowiedź prof. Andrzeja Koźmińskiego, wówczas dziekana Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego (obecnie prywatnego właściciela Akademii Zarządzania im. L. Koźmińskiego). W tej wypowiedzi prof. Koźmiński zdecydowanie opowiada się za „scenariuszem wejścia w hiperinflację, czyli w niekontrolowaną spiralę cenowo-dochodową”. A uzasadnia to następująco:
a. W obecnej sytuacji efektywna kontrola cen i dochodów jest niemożliwa, a jedynie hamuje i wypacza procesy urynkowienia gospodarki,
b. Przejściowa hiperinflacja jest konieczną „ceną”, którą trzeba zapłacić za zrównoważenie gospodarki i przywrócenie właściwych proporcji cenowych,
c. W warunkach ogromnie dolegliwej hiperinflacji społeczeństwo łatwiej zaakceptuje reformę monetarną i wprowadzenie ograniczeń budżetowych, które wymuszą z kolei rzeczywistą restrukturyzację gospodarki i powstanie rynku pracy”,
d. Radykalna reforma monetarna umożliwi wyjście z hiperinflacji”.
I do tego prof. Koźmiński dodaje: „Realizacja tego scenariusza wymaga cichego porozumienia głównych uczestników sceny politycznej, przygotowania ekipy i „silnych nerwów”. Patrz: Andrzej K. Koźmiński: „Scenariusz świadomego wejścia w hiperinflację”, Gazeta Bankowa nr 33 (14.08 -20.08. 1989).
Kwestia odpowiedzialności społecznej
Takie zaangażowanie polityczne nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Tendencyjność wypowiedzi forsującej neoliberalną praktykę polityczną, ukierunkowaną na opanowanie gospodarek krajów postkomunistycznych przez kapitał międzynarodowy, była już wówczas łatwa do wychwycenia.
Wszystkie ideologie sprzyjają niewiedzy i brakom kompetencji. Z czasem tworzy to przestrzeń do uzależnienia treści nauczania od „renomowanych” ośrodków i autorytetów naukowych, które łatwo mogą spełniać rolę medium przenoszącym impulsy polityczne i gospodarcze do wpływowych środowisk akademickich. Środowisko nauczycieli biznesu w Polsce jest takim właśnie wpływowym środowiskiem, mocno związanym z obszarem biznesu i polityki. Jego wpływ opiniotwórczy, ale także w zakresie „cichych porozumień” (jak mówi prof. Koźmiński) jest znaczny. Nie będzie więc przesady w stwierdzeniu, że stało się ono główną bramą dla realizacji interesów korporacji zachodnich i wypełniania wobec nich funkcji usługowej.
Przytoczona wcześniej wypowiedź prof. Koźmińskiego ma pewne charakterystyczne cechy polityki neoliberalnej. Przede wszystkim zaznacza się w niej przedmiotowe, wręcz instrumentalne traktowanie społeczeństwa, które można swobodnie poddawać niszczącej terapii szokowej i które wolno zmusić do zapłacenia za świadome wywołanie hiperinflacji. Nie dostrzega się przy tym innych, znanych w ekonomii i polityce sposobów wyjścia z kryzysu ekonomicznego. Unika się jednoznacznego z makroekonomicznego punktu widzenia stwierdzenia, że hiperinflacja jest zjawiskiem powodującym załamanie wzrostu gospodarczego (bez możliwości jego szybkiego odzyskania). W rezultacie mamy do czynienia z tym, co budzi największe zastrzeżenia: z brakiem odpowiedzialności społecznej.
Formuła edukacji menagerów bez ściśle sprecyzowanej odpowiedzialności personalnej i organizacyjnej oraz bez skorelowanej z taką odpowiedzialnością koncepcji biznesu jako formy uczestnictwa w tworzeniu dobrobytu społecznego jest bezwartościowa. Obecny kryzys ekonomiczny boleśnie obnażył ten fakt. Szkoda tylko, że nie jest on dostrzeżony i przetrawiony w głównych ośrodkach „sztuki zarządzania” w Polsce.
(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński