Zła wiadomość jest następująca : pojęcie dyscypliny fiskalnej straciło w Polsce znaczenie pod koniec 2008 roku, gdy Sejm RP zdecydował się uchwalić budżet oparty na fikcyjnych założeniach. Oznacza to, że siły polityczne, które doprowadziły do osłabienia dyscypliny fiskalnej, momentu mają poważne problemy ze zrozumieniem skutków swego postępowania, ignorują wysokie ryzyko, są niezdolne do wypracowania jakiejkolwiek wizji polepszenia sytuacji finansowej państwa, a zarazem lekceważą interes publiczny. Jest więc prawdopodobne, że tak daleko idąca indolencja w najbliższych miesiącach będzie miała kluczowe znaczenie dla przyszłości Polski.
Z wielu wypowiedzi politycznych wynika, że problem dyscypliny fiskalnej zawęża się do problemu zapewnienia równowagi budżetowej ( przynajmniej w sensie rachunkowym), czyli do zbilansowania wpływów i wydatków budżetowych. Tymczasem sens tej dyscypliny tkwi w konieczności narzucenia dyscypliny finansowej wszystkim graczom środkami publicznymi, poczynając od ustawodawców i funkcjonariuszy rządowych, a kończąc na podatnikach oraz beneficjentach wydatków rządowych. Dyscyplina ta ma na celu nie tylko wymuszenie racjonalnego i terminowego wykorzystania środków, lecz powinna stwarzać ramy dla efektywnego zarządzania finansami publicznymi.
Budżet państwa jest instrumentem zarządzania finansami publicznymi. Zły, lekkomyślnie przyjmowany i nieprzestrzegany budżet jest synonimem złego gospodarowania środkami publicznymi, co musi zakończyć się katastrofą.
Malejące dochody budżetowe
Tendencja spadkowa dochodów budżetowych jest słabo widoczna. W latach 2008-2010 planowane dochody ulegały trudnym do wyjaśnienia wahaniom, od 281.892,1 mln złotych w 2008 roku, potem osiągając poziom 303.034,8 mln zł (2009), 249.006, 6 mln zł (2010), aby dojść do 273.144,4 mln zł (2011). Jednak w latach 2009 i 2010 planiści z Ministerstwa Finansów pozwolili sobie na nadzwyczajny upust fantazji. Faktycznie osiągnięte dochody w roku 2009 wynosiły zaledwie 274.183,5 mln złotych, zaś w 2010 roku 250.302,7 mln złotych.
Gdy dodatkowo weźmie się pod uwagę rosnącą inflację, spadek dochodów budżetowych państwa jest bardzo dobrze widoczny. Jednak nie ma nic wspólnego ze stoickim podejściem, jakie w sprawach zarządzania finansami publicznymi charakteryzuje obecną ekipę rządzącą.
Problem jest nadzwyczaj poważny. Po pierwsze dlatego, że zanikają podstawowe źródła wpływów budżetowych. Po drugie dlatego, że nadal słabnie dyscyplina fiskalna. Po trzecie dlatego, że w tych warunkach wzrastający ciężar spłaty zadłużenia publicznego niweczy wszelkie nadzieje na wyjście z opresji.
O tym wszyscy wiedzą, a więc szykuje się poważna rozgrywka.
Mimo, iż obciążenia podatkowe w Polsce są stosunkowo wysokie w porównaniu z obciążeniami w innych krajach Unii Europejskiej (nawet z obciążeniami w Grecji, poddanej rygorystycznym zasadom drenażu finansowego), wpływy podatkowe są niskie i do tego, jak widać, malejące. Dwa problemy są szczególnie drażliwe. Pierwszy i podstawowy, to niskie wpływy z podatku dochodowego od podmiotów prawnych, a przechodząc do rzeczy – od kapitału. Różnice miedzy „podmiotami prawnymi” a „kapitałem” są dostrzegalne, ale statystyka finansowa nie daje szans na bezpośrednie oszacowanie opodatkowania kapitału.
Kapitał w Polsce – głównie zagraniczny – jest słabo opodatkowany. Kapitał finansowy całkowicie wymknął się z rąk fiskusa. Równowaga między kapitałem i pracą jest podstawowym warunkiem nie tylko stabilnego rozwoju gospodarczego, lecz również stabilizacji finansów publicznych. Załamanie tej równowagi jest konsekwencją „liberalnych” przepisów podatkowych, które od dawna faworyzują w Polsce zagraniczne podmioty gospodarcze. Skutek jest taki: w 2009 roku planowane dochody z podatku od podmiotów prawnych wynosiły zaledwie 24.000,3 mln złotych, niewiele więcej w 2010 roku (26 300 mln), co jednak skończyło się na uzyskaniu tylko 21.769.9 mln zł. W porównaniu do poprzedniego roku dochody te były niższe nominalnie o ok. 10%.
Są to kwoty podatku dochodowego od osób prawnych niższe obecnie o blisko 40 % od kwot podatku dochodowego od osób fizycznych ( de facto od gospodarstw domowych). Oznacza to, ze ciężar utrzymania budżetu państwa został przerzucony z przedsiębiorstw na gospodarstwa domowe, a ściślej biorąc – z kapitału na pracę. Warto przypomnieć, że główne wpływy budżetowe, tj. z VAT-u i akcyzy (łącznie ok. 170.000 mln złotych) również obciążają gospodarstwa domowe. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że znaczna część pozapodatkowych dochodów fiskusa także jest ciężarem finansowym gospodarstw domowych. Chodzi o wszelkie dochody niepodatkowe (w formie licznych opłat i grzywien) liczące sobie ostatnio już 18 526,3 mln złotych.
Toteż stwierdzenie, że udział kapitału prywatnego w finansowaniu wydatków Rzeczypospolitej najlepiej odzwierciedla stosunek podatku od osób prawych do całości dochodów budżetowych nie jest pozbawione sensu. Udział ten za zeszły rok wynosi niecałe 9% . Jest on prawdopodobnie jest niższy, aniżeli dofinansowanie kapitału prywatnego z wydatków budżetowych.
W warunkach długotrwałej tendencji zmniejszania się dochodów z pracy (nie tylko wskutek niskiego tempa wzrostu nominalnych wynagrodzeń, ale również w powodu wysokiego bezrobocia) pojawia się pułapka fiskalna. Z jednej strony, dotychczasowe obciążenia podatkowe stają się zbyt dolegliwe i przyczyniają się do pogłębienia ubóstwa znacznej części społeczeństwa, a z drugiej strony muszą maleć dochody fiskalne.
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)