Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Kryzys teorii wzrostu gospodarczego?

2011-08-25

Mało ludzi w Polsce interesuje się teorią wzrostu gospodarczego, co jest jednym z wymowniejszych przejawów powszechnego spadku zainteresowania wiedzą ekonomiczną, zarówno w kręgach rządzących, jak też szerokiego ogółu.

Wśród ekonomistów zastrzeżenia do gospodarki zorientowanej na wzrost doprowadziły do pojawienia się postulatu gospodarki post-wzrostowej. Celują w tym Chiny i Japonia, które usiłują zreformować swoje gospodarki na nowych zasadach. Jest to wyraźny symptom wycofywania się z założeń teorii wzrostu gospodarczego, a w szczególności z charakterystycznych dla niej kryteriów oceny rozwoju gospodarczego.

Jak widać, problem kryzysu teorii wzrostu gospodarczego nie jest problemem czysto akademickim, lecz istotnym zagadnieniem rewizji dotychczas obowiązujących zasad polityki gospodarczej.

Ożywienie krytyki metodologicznej
Krytyka teorii wzrostu gospodarczego nasiliła się po pierwszej fali globalnego kryzysu ekonomicznego (2008-2010), tworząc dwa wyraźnie zaznaczające się nurty. Pierwszy, to ożywienie tradycyjnej krytyki metodologicznej, która istniała od dawna na obrzeżach ekonomii. Drugi nurt, to pojawienie się nowych i bardziej radykalnych prób podważenia jej zasadności naukowej, a zarazem pragnienie stworzenia alternatywy.

Nie można się dziwić, że tradycyjna krytyka teorii wzrostu była przede wszystkim krytyką metodologiczną. W tym ujęciu jest to przede wszystkim krytyka z dwóch stron, raz jako krytyka teorii ekonomii (w całości), a po raz drugi jako krytyka ześrodkowana na teorii wzrostu. W pierwszym ujęciu jest to przede wszystkim atak nadmierny formalizm (matematyczny) teorii wzrostu, co łączy się z zarzutem utraty przez ekonomię szerszego kontekstu filozoficznego, oderwania od etyki, a także z lekceważenia roli kultury, unormowań prawnych i działalności politycznej. Jest jasne, że większość zarzutów dotyczy nie tylko teorii wzrostu (i makroekonomii), ale również mikroekonomii. Jednak krytyka „za modele matematyczne” najbardziej dotyczy teorii wzrostu, chociaż powinna bardziej uderzać w aksjomaty (wspólnych dla całej ekonomii neoliberalnej), które rod dawna rzeczywiście budzą sporo zastrzeżeń.

Nie chodzi więc wyłącznie o bezprzedmiotowość ekonomii z filozoficznego punktu widzenia, o „zero etyki” czy o „zero solidarności”, ani o wiarygodność zaleceń.

Paradoksalnie, ta „neutralna” wobec uwarunkowań instytucjonalnych wersja współczesnej, sformalizowanej teorii wzrostu zapewniała jej wcześniej szerokie powodzenie, gdyż był to prosty sposób na uniknięcie uwikłania w spory ideologiczne.

Za sprzeciwem wobec nadmiernego formalizmu kryła się jednak bardziej naukowa krytyka wymierzona przeciw teorii wzrostu: za skrajny redukcjonizm. Czasem bowiem okazuje się istotne nie to, co się analizuje, lecz to, co się pomija.

Świat zredukowany do teorii wzrostu, to świat nieprawdziwy. W prawdziwym świecie przyszłość jest niepewna, zaś problemy są zazwyczaj złożone i często nierozwiązywalne. Ten kierunek krytyki znalazł spore zrozumienie we współczesnym instytucjonalizmie. Nie jest zapewne przypadkiem, że część znaczących krytyków teorii wzrostu wyłoniła się spośród ekonomistów z tego kierunku lub sympatyzujących z neoinstytucjonalizmem kręgów akademickich. Dotyczy to tak ważnych postaci jak Joseph E. Stiglitz (inspirowany przez teorię wyboru publicznego) czy „nowy” Jeffrey Sachs (zwracający uwagę na szeroki kontekst społeczny).Są to tylko dwa przykłady znanych ekonomistów, którzy zdecydowanie odeszli od ortodoksyjnej teorii wzrostu gospodarczego.

Nie było to trudne. Należy pamiętać, że nie neoinstytucjonalizm w ekonomii jest luźną wiązką teorii mikroekonomicznych (a nawet mikro-mikro, jak przypisują swoim pracom autorzy teorii kosztów transakcyjnych). Paradoksalnie, neoinstytucjonalizm przyczynił się zarazem do wzbogacenia i wzmocnienia ortodoksyjnej ekonomii (neoliberalnej), lecz dotyczyło to jedynie obszaru mikroekonomii.

Dzisiaj ważne okazuje się (chociaż nie tylko) rozróżnienie między krytyką teorii wzrostu ze strony neoinstytucjonalizmu a nowym nurtem krytyki określanym mianem Nowej Ekonomii. Zasadnicza różnica jest następująca: krytyka ze strony neoinstytucjonalizmu traktuje kontekst społeczny i instytucjonalny jako istotny dla wyjaśnienia przyczyn efektywności ekonomicznej, czego brakuje krytykowanej teorii wzrostu. Efektywność ekonomiczna jest tutaj kryterium nadrzędnym (podobnie jak w teorii wzrostu). Natomiast krytyka Nowej Ekonomii kwestionuje nadrzędność efektywności ekonomicznej w stosunku do instytucji oraz wartości uznawanych za nadrzędne ( rozwoju osobowego i społecznego człowieka; instytucje są niezbędne dla tego rozwoju). Rola instytucji nie polega wyłącznie na „wspomaganiu” lub „hamowaniu” wzrostu gospodarczego, lecz na podtrzymywaniu stabilności społecznej i ekonomicznej. Instytucje są bardziej stabilne niż stosunki rynkowe.

Koniec makroekonomii?

Teoria wzrostu gospodarczego stanowi rdzeń makroekonomii. Pokaźna część krytyki teorii wzrostu wynika z niezadowolenia z dotychczasowych koncepcji makroekonomii. Istotnym czynnikiem krytyki jest spostrzeżenie, że szereg krajów, którym nie można przypisać pierwszoplanowej roli w rozwoju makroekonomii, ma znaczne osiągnięcia gospodarcze (Niemcy, Japonia, Chiny). To oczywiście nie podważa bogatego dorobku myśli makroekonomicznej, ale wskazuje możność na luźniejszego lub bardziej „historycznego” traktowania jej dyrektyw czy kierowania się względami odbiegającymi od kanonów makroekonomii.

Krytyka makroekonomii najczęściej dotyczy jej przydatności dla polityki ekonomicznej. Chociaż część tej krytyki razi naiwnością, nie jest ona pozbawiona wartości poznawczych. Makroekonomii zarzuca się m.in., że jest to dwustronnie rozbudowywana bariera braku kompetencji, która uniemożliwia realne wpływanie na procesy ekonomiczne z pozycji zatroskania o dobro publiczne oraz rachunek międzypokoleniowy. Sygnalizuje się, że zniekształcone fragmenty tradycyjnej teorii wzrostu ekonomicznego są wykorzystywane w celach propagandowych jako „naukowe” uzasadnienie pozornych sukcesów gospodarczych lub metodologii badań statystycznych. Jako sztandarowy przykład można podać wulgaryzację miar wzrostu gospodarczego, sprowadzanych do „syntetycznego” wskaźnika PKB.

Warto zatem poświęcić więcej uwagi sytuacji, która zaistniała w makroekonomii po ujawnieniu się niedostatków tej teorii (zwłaszcza w konfrontacji z obecnym światowym kryzysem ekonomicznym). Teoria ta przeżywa obecnie kryzys raczej o charakterze egzystencjalnym, aniżeli czysto teoretycznym. Innymi słowy, budzi wiele pytań związanych z jej wiarygodnością i odpowiedzialnością społeczną, użytecznością dla celów porównawczych i przydatnością dla polityki gospodarczej.

Niemniej zastrzeżenia do teorii wzrostu mają poważne konsekwencje dla całej ortodoksyjnej ekonomii (neoklasycznej), która obecnie załamuje się pod ciężarem ostrej krytyki z wielu stron, ale także dla uświadomienia sobie potrzeby opracowania nowych koncepcji rozwoju ekonomicznego. Wtórnie zaś, mają zasadnicze znaczenie dla koniecznej rewizji dotychczasowego modelu polityki gospodarczej (dzisiaj faktycznie pozbawionego solidnych podstaw naukowych), dla jej kierunku, uzasadnień i postulatów.

Znaczenie teorii wzrostu gospodarczego
Niezależnie od ostrej krytyki, która zawsze jest potrzebna i często uzasadniona, konieczne jest przemyślenie roli, jaką teoria wzrostu spełnia w tradycyjnym systemie wiedzy ekonomicznej. Ważne jest spostrzeżenie , iż całość materiału z makroekonomii jest uporządkowana (uzgodniona) pod kątem zgodności z teorią wzrostu. A jednocześnie wiadomo, że makroekonomia nie jest „kompatybilna” z mikroekonomią, zdaniem niektórych ekonomistów sam podział na makro- i mikro- nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, a w przyszłości powinien być przezwyciężony. To oznacza, że całość ekonomii nie przedstawia się zbyt atrakcyjnie i przekonywująco.

Z tego i kilku innych powodów rozwój teoria wzrostu może to być obecnie niedoceniana, tym bardziej, że w ostatnich trzydziestu latach następuje wyraźne przenoszenie punktu ciężkości z zagadnień makroekonomicznych na zagadnienia mikroekonomiczne, a także charakterystyczne dla indywidualizmu metodologicznego czysto „agregatowe” traktowanie zagadnień makroekonomicznych. Warto przypomnieć, że zarówno akademicki obraz gospodarki (nakreślony przez ekonomię neoklasyczną) jak również obraz rzeczywistości kształtowany przez zalecenia o charakterze politycznym (np. Konsensus Waszyngtoński, wymogi MFW i Banku Światowego, materiały programowe Unii Europejskiej) powielają podstawowe elementy ortodoksyjnej (wolnorynkowej) mikroekonomii. W tym zakresie rygory teorii wzrostu nie są brane pod uwagę. Wyjątkiem wydała się koncepcja „terapii szokowej”, której na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ub. wieku nadano rangę koncepcji wzrostu gospodarczego, a która z teoretycznego punktu widzenia okazała się poważnym błędem (jej wprowadzenie przyniosło skutki przeciwne do oczekiwanych).

Omawiana sytuacja spowodowała nie tyle zanik makroekonomii, ile „schowanie za kurtynę” kilku niewygodnych rozdziałów makroekonomii, takich jak pomiar wzrostu i rachunek narodowy, analiza cykli koniunkturalnych, zasady polityki ekonomicznej, a także wspomniane wcześniej podporządkowanie zagadnień makroekonomii „fundamentalnym” założeniom mikroekonomii.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

T.Z.

Logowanie