Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Fatalne zauroczenie neoliberalizmem

2009-09-01

Niektóre środowiska społeczne, zawodowe i polityczne w Polsce stanęły przed nie lada wyzwaniem. Sypie się grunt, na którym w ostatnich dwudziestu latach budowały swoje perspektywy, autorytet i sytuację materialną. Chyli się bowiem ku upadkowi neoliberalizm, będący dominującą doktryną i mniej lub bardziej fałszywym wyznaniem wiary (choć bez szerszego zasięgu). Niektóre środowiska są bardziej narażone na to, że upadek neoliberalizmu pociągnie je za sobą na dno, inne mogą przetrzymać ten upadek, a niektóre nawet przyjmować to z ulgą. Jednak tych pierwszych jest sporo.

W zamieszczonej niżej na portalu www.monitor-ekonomiczny.pl publikacji „Wojsko i medycyna” charakteryzujemy dramatyczną sytuację dwóch środowisk zawodowych”: wojska i służby zdrowia.

Na czym polega istota problemu? Na tym, że neoliberalizm swych wyznawców odsuwał coraz dalej od prawdy, krzewiąc w skali masowej obłędne przekonanie, jakoby prawda się nie liczyła. Globalny kryzys ekonomiczny w bolesny sposób obnażył to złudzenie. Kryzys jest karą dla wszystkich, którzy ulegli przekonaniu, że rzeczywistość społeczną i ekonomiczną można bagatelizować, zdając się na pokrętne teorie Miltona Friedmana. Przy okazji karze także tych, którzy nie potrafili skutecznie przeciwstawić się odchodzeniu od prawdy, albo bali się spojrzeć jej w oczy.

Kto jednak dostaje największe cięgi i będzie je dostawał, dopóki nie nabierze rozumu (albo nie zginie z wycieńczenia)? To społeczności, których racją bytu jest działanie na rzecz ogółu. Na rzecz dobra wspólnego, bez którego stają się zbyteczne, pozbawione prestiżu społecznego i materialnie marginalizowane. Lekceważenie dobra wspólnego, które wyznaczało ich misje i sens istnienia, to kopanie sobie zbiorowego grobu. Jednak zafascynowanie współczesnym liberalizmem, który kompletnie ignoruje interes ogółu (w skrajnych wersjach zaprzecza nawet jego istnieniu) skanalizowało wspomniane środowiska na realizacji czysto partykularnych interesów. Jakaś nieokreślona nadzieja, że wszystko się samo ułoży, chytrość i spryt czynników przywódczych, korupcja i służalczość wobec zagranicznych interesów (czyli ogólnie mówiąc – krótkowzroczność) łagodziły absurdalność sytuacji. Oczywiście do czasu.

Klęska neoliberalizmu
W tym artykule nie chodzi o krytykę nieokreślonej bliżej fascynacji doktryną neoliberalną, lecz o konsekwencje pewnej krótkowzroczności. To nie jest wyłącznie problem czynników rządowych i parlamentarnych, które przez dwadzieścia lat trzymały się neoliberalizmu, pogrążając się, a w końcu tonąc w tworzonym przez siebie bagnie patologii władzy. Problem „zauroczenia” niektórych środowisk nie polega na tym, że wskutek realizacji polityki neoliberalnej przez kolejne rządy traciły znaczenie czy wpływy, lecz na tym, że godząc się na ograniczenie do własnych, wąskich interesów, same naraziły się na totalny upadek i wyeliminowanie z życia społecznego i gospodarczego. To jest dla nich fatalne.

Nie byłoby sensu o tym pisać, gdyby dominacja ideologii i polityki neoliberalnej mogła być dalej kontynuowana. Źródła tej ideologii i polityczne wsparcie (sięgające po znaczne środki propagandowe i służby specjalne) leżą poza Polską. To jest czysty eksport, który z naszymi dążeniami i interesami niewiele ma wspólnego. Przeciwnie, to jest ten eksport, o którym Benedykt XVI w ostatnio wydanej encyklice pisał: „Zdarza się, że kraje ekonomicznie rozwinięte lub znajdujące się na drodze rozwoju, eksportują do krajów ubogich, w kontekście ich stosunków kulturalnych, handlowych i politycznych, tę zawężoną wizję osoby i jej przeznaczenia”(Caritas in veritate, n.29).Teraz nadeszła jednak możliwość i czas zerwania się z łańcucha.

Przekonanie o beznadziejności płynięcia pod prąd i krótkowzroczny oportunizm znajdował dotychczas usprawiedliwienie w dysproporcji sił. Działać wbrew ogólnym tendencjom, którym na domiar złego nadano przymiotnik „globalne”, ryzykować uderzenie militarne (jak Serbia lub Irak) czy narażać się na embargo gospodarcze (jak Iran i sporadycznie inne kraje) nie jest pociągające i opłacalne. Ale na dłuższą metę, a minęło już dwadzieścia lat, haracz za uległość i serwilizm urósł do olbrzymich rozmiarów, a apetyt agresorów jest coraz większy. To nieustanne wysysanie krwi, zarówno w sensie materialnym jak i duchowym, stanowi nasz największy problem. Imperializm niezależnie od tego, skąd pochodzi jest nie do przyjęcia. Imperializm konfekcjonowany przez neoliberalizm nie jest lepszy od opakowanego czerwoną wstążeczką. Nareszcie zaczynamy to rozumieć.

I oto pojawiła się sytuacja ze wszech miar godna uwagi. Wskutek światowego kryzysu ekonomicznego ujawniła się nie tylko fałszywość ideologii neoliberalnej, nie tylko jej służebność wobec wielkich korporacji finansowych i rządów „głównych” krajów, ale coś jeszcze. Ujawnił się bezspornie fakt, że niemal wszyscy (zwłaszcza rządy i media) robili dobrą minę do złej gry, świetnie wiedząc, co rzeczywiście jest grane. Może niektóre mniej wykształcone warstwy społeczeństwa niezupełnie zdawały sobie sprawę z fałszu, który przybrał epidemiologiczne rozmiary. Może niektórym także przyświecała nadzieja, że „kryzys zostanie szybko opanowany”.

Zwyciężyła nerwowość. Pierwsze, co zrobiły czynniki rządzące w Stanach Zjednoczonych, to odcięcie się od wyraźnie już nieużytecznej ideologii neoliberalnej. Z wielką swadą, jak zdjęcie brudnych rękawiczek. Gorączkowo poszukiwano czystych lub choćby mniej zabrudzonych.

Ale to nie znaczy, że praktyka zmieniła się zasadniczo. Neoliberalizm nie był pomyślany jako narzędzie wewnętrznej polityki ekonomicznej Stanów Zjednoczonych (i innych „głównych” krajów), lecz raczej jako narzędzie zagranicznej polityki ekonomicznej, jako taran przełamujący wszelki opór przed penetracją i eksploatowaniem zdominowanych krajów. Toteż odejście od neoliberalizmu miał raczej symboliczny charakter, wyrażało coś w rodzaju: „przykro nam, zapomnijcie jednak o naszych draństwach”.

Jednak na tym sprawa się nie kończy. Oprócz klęski neoliberalizmu nastąpiła jeszcze jedna, ważniejsza klęska. Utrata dominującej pozycji w gospodarce światowej, a w niedalekiej perspektywie także politycznej i w końcu militarnej. W takich okolicznościach pozorne lub koniunkturalne sojusze pękają jak bańka mydlana. A do tego dochodzi coraz mniej skrywane niezadowolenie oraz narastający lęk tych, którzy najęli się do brudnej roboty.

«Le laisser-faire, c'est fini» - według prezydenta Francji.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

A.S.

Logowanie