Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

PRZED WIELKĄ DEBATĄ

2009-09-01
PRZED WIELKĄ DEBATĄ

W poprzednim numerze EEM zapowiedzieliśmy debatę na temat encykliki Benedykta XVI „Caritas in veritate”, którą w ogólnym chaosie pojęciowym i medialnym stanowi bodajże jedyne klarowne i wnikliwe spojrzenie na współczesne stosunki gospodarcze i polityczne w świecie. W atmosferze dużego chaosu myślowego, jaki powstał po kompletnym załamaniu się „jedynie słusznej” ekonomii neoliberalnej, zabrakło twardego gruntu, na którym można byłoby stanąć i zastanowić się nad obecną rzeczywistością.

Encyklika „Caritas in veritate ” została pomyślana, jako reakcja Kościoła na problemy rzeczywistości gospodarki globalnej, w tym zwłaszcza znaczenia i konsekwencji światowego kryzysu gospodarczego. „Kryzys zobowiązuje nas do ponownego przemyślenia naszej drogi, do przyjęcia nowych reguł i znalezienia nowych form zaangażowania, do korzystania z pozytywnych doświadczeń i odrzucenia negatywnych. W ten sposób kryzys staje się okazją do rozeznania i czynienia nowych projektów. W tej perspektywie, raczej pełnej ufności niż rezygnacji, należy stawić się czoło obecnym trudnościom”.

Wiadomo, że już od kilkunastu miesięcy w większości krajów trwają gorączkowe poszukiwania nowego punktu oparcia dla polityki społecznej i ekonomicznej, skierowane w stronę koncepcji J.M. Keynesa, w kierunku wzmocnienia tzw. ekonomii rozwoju, czy powrót do własnego (narodowego) dorobku myśli ekonomicznej. Odżywają także stare reminiscencje socjalistyczne.

Sytuacja jest zbyt poważna, aby zdawać się na beztroskie oczekiwanie na ustąpienie kryzysu. Jednak pod tym względem „Caritas in veritate” jest czymś znacznie więcej, aniżeli głosem w dyskusji. Po pierwsze, kwestionuje ona tzw. ekonomię bez kontekstu, czyli odcinającą się od uwarunkowań etycznych, społecznych, kulturowych życia gospodarczego, a w szczególności – od stawiania na pierwszym planie kwestii ludzkiej godności. Zakotwiczenie wspomnianej encykliki w zasadach społecznej nauki Kościoła jest tym „przełomem metodologicznym”, którego dokonanie okazało się niemożliwe w ramach nurtu ekonomii neoliberalnej. Po drugie, dominacja ekonomii neoliberalnej zaciemniała bezsporny fakt, że dorobek chrześcijańskiej myśli ekonomicznej jest nie tylko pokaźny i dojrzały, ale także bardziej realistycznie odnoszący się do rzeczywistości. Encyklika Benedykta XVI jest przypomnieniem i zarazem aktualizacją tego dorobku.

I chyba rzecz najważniejsza. Między encykliką i licznymi głosami opowiadającymi się za gruntowną reformą stosunków ekonomicznych na świecie zachodzi duża zbieżność, gdy chodzi zarówno o krytykę jak i o postulaty. Zbieżność tę widać było już wcześniej, zwłaszcza przed londyńskim szczytem G20, kiedy głos Papieża okazał się silnym wsparciem dla krajów rozwijających się, a zapewne ograniczył także tupet „głównych graczy”. Merytoryczną zbieżność stanowiska Kościoła oraz poglądów przyjmowanych w kręgu krajów rozwijających się łatwo sprawdzić sięgając do wystąpień przywódców większości krajów na forum ONZ. Podobną zbieżność widać między tym stanowiskiem, a deklaracjami światowych związków zawodowych (mocno zaniepokojonych obecną sytuacją ludzi pracy i perspektywą kilkudziesięciomilionowego wzrostu bezrobocia). Ojciec Święty podziela ten niepokój. Ale może nie jest to najważniejsze, jako że nie odzwierciedla – jeszcze silniejszego, choć trudniejszego do uchwycenia - pokrewieństwa stanowiska Kościoła i wielkiego zaniepokojenia opinii publicznej sytuacją gospodarczą w zdecydowanej większości krajów.

Zanosi się, więc na wielką debatę, niezwykle potrzebną dla unormowania sytuacji w świecie. Encyklika „Caritas in veritate” stanowić będzie istotne oparcie dla już rozwijającej się dyskusji czy sporów ekonomicznych, a co najważniejsze – może skutecznie wyhamować uprawianą przez media i tzw. ekspertów pop- ekonomię, która większość problemów usiłuje spłycić i zwulgaryzować.

Taka (z konieczności skrótowo zarysowana) sytuacja musi rodzić pytanie, czy istnieje potrzeba i możliwości zapoczątkowania takiej debaty w Polsce. Wątpliwości jest sporo.

Przede wszystkim nadal działa, (choć coraz słabiej) iluzja, że obecny wielki kryzys ekonomiczny ma znikomy wpływ na stosunki społeczne i gospodarcze w Polsce. Z góry warto zaznaczyć, że kreatorzy tej iluzji mają niewiele wspólnego z ekonomią, chociaż są słabiej lub silnej przywiązani do haseł ekonomii liberalnej. Płaszczyzny do dyskursu ekonomicznego nie ma. Rzucają się natomiast w oczy dwie intencje.

Pierwsza, to zachowanie za wszelką cenę status quo. Kryzys w oczywisty sposób musi zakłócać i wywracać utrwalone w poprzednich dwudziestu latach układy polityczne i gospodarcze. Bagatelizowanie kryzysu jest naiwnym sposobem wmówienia sobie i innym trwałości tych układów. Na 63 sesji plenarnej ONZ ( wrzesień 2008 r.), którą zdominowały problemy kryzysu finansowego polski głos (prezydenta RP) zawierał sensowne, choć zbyt ogólnikowe oceny i deklaracje. Jednak był to chyba jedyny głos, w którym słowo „kryzys” nie padło wcale. Jeszcze dosadniej pobrzmiewały opinie rządowe, zwłaszcza ministra finansów, jakoby kryzys Polskę dziwnym trafem omijał. Na najpoważniejszej od kilkudziesięciu lat (uznanej za szczyt G192) konferencji ONZ poświęconej problemom światowego kryzysu ekonomicznego i jego wpływowi na rozwój (czerwiec 2009) nie odnotowano żadnej wypowiedzi z Polski.

Druga przebijająca się intencja, to ogólnie znane powody trzymania się neoliberalizmu, czyli silne uzależnienie od interesów wielkich korporacji finansowych i przemysłowych oraz rządów i organizacji międzynarodowych, które forsują te interesy. Ta powszechnie znana i ostro krytykowana w świecie deformacja stosunków gospodarczych i „wspierającej roli” rządów wobec potęg korporacyjnych (rządów faktycznie niszczących sferę publiczną) jakoś nie przebija się do świadomości polskich polityków i popularnych mediów. Jest to tym bardziej godne zastanowienia, że nie chodzi wspieranie rodzimych potęg korporacyjnych, lecz wyłącznie o zagraniczne korporacje, a nawet wspieranie ich w niszczeniu polskiego potencjału gospodarczego czy w zapewnieniu bezkarności atakom spekulacyjnym na polskie zasoby finansowe. Komu służą takie rządy – nie może budzić wątpliwości? Ostatnie wątpliwości znikły po usilnych staraniach rządu i większości parlamentarnej, aby zlikwidować polski przemysł stoczniowy.
To mimo wszystko nie wystarcza, aby przekonywać do wielkiej debaty w Polsce. Są wakacje, ale nie jest to żaden kontrargument, ponieważ do poważnej debaty należy się poważnie przygotować, czemu okres wakacyjny raczej sprzyja. Pytanie kluczowe jest następujące. Jakie znaczenie ma nowa encyklika dla Polski, albo raczej, – w jakim stopniu dotyczy polskiej rzeczywistości? Najkrótsza i niepełna odpowiedź jest sprowadza się do dwóch podstawowych stwierdzeń. Strona moralna kształtowanych w ostatnim dwudziestoleciu stosunków gospodarczych pozostawia najwięcej do życzenia. Głosy krytyczne były nagminnie ignorowane, czasem wyszydzane. Doprowadziło to do patologii życia społecznego, politycznego i gospodarczego, której dotąd nie potrafimy się skutecznie przeciwstawić.

Spora część encykliki poświęcona jest problemom ludzi żyjących w krajach ubogich, które są najbardziej narażone na skutki obecnego kryzysu (często mówi się o uderzeniu w te kraje trzeciej, nadchodzącej fali kryzysu światowego). I drugie stwierdzenie: Polska stała się krajem ubogim zarówno pod względem zamożności rodzin jak pod względem posiadanych zasobów kapitałowych. 60 % Polskich rodzin żyje w ubóstwie, niema 20 % w skrajnej nędzy. Wbrew oficjalnym enuncjacjom propagandowym, jest społeczeństwo Polskie mocno odczuwa skutki kryzysu.
Iluzjonistom, którzy wyczarowują stabilność, bezpieczeństwo, a nawet „lepszą przyszłość” warto przypomnieć elementarne twierdzenie ekonomiczne, iż wzrost gospodarczy jest funkcją dwóch „krajowych” czynników: pracy i kapitału. Skoro neoliberalna polityka kolejnych rządów doprowadziła do silnego ograniczenia i degradacji obydwu tych czynników, jakże można liczyć na dzisiejszych kontynuatorów neoliberalnej polityki? Od nich nie wypłynie impuls pożądanych zmian.

A zatem… poloneza czas zacząć.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie