G20 w Pittsburgu nie należało do imprez udanych, co nie znaczy, że nie daje nic do myślenia. Oczekiwania były niewątpliwe przesadne, gdyż przypisywanie nieformalnemu spotkaniu szefów dwudziestu państw jakiejś mocy sprawczej jest wyrazem nadmiernej fantazji. Sukcesem G20 jest to, że w ogóle oni jeszcze rozmawiają ze sobą, co także może się skończyć.
Bez strategii walki z kryzysem
O strategii wyjścia z kryzysu mówiono ogólnikowo i nic sensownego nie ustalono. Po prostu uznano, że dotychczasowe pakiety stymulujące wzrost gospodarczy są dobre. Do tego w formie przyprawy dodano opinie jakoby kryzys światowy jest słabszy niż się spodziewano. MFW, której analitycy zajmują się głównie korygowaniem swych błędnych prognoz wzrostu gospodarczego zapowiedzieli na przyszły rok … 3 % wzrostu w skali światowej. Nikt w to oczywiście nie wierzy, ale jaka to przyjemna wiadomość.
Spowolnienie tempa upadku gospodarki światowej jest, w dobra wiadomością. Ale jest ono wynikiem ogromnego wysiłku finansowego świata w ostatnich dwunastu miesiącach. Nadzwyczajne środki finansowe powinno jednak zostać wykorzystane do przebudowy międzynarodowego systemu finansowego, o czym się mówi, lecz niewiele robi. Poza kosztownymi i demoralizującymi prezentami dla banków nić poważnego w walce z kryzysem nie nastąpiło.
Zatem poszukiwanie sposobu solidarnego przezwyciężenia bezprecedensowego kryzysu światowego zostało sprowadzone do czystej retoryki. Tak słychać było Baraka Obamę, który przeddzień spotkania na sesji ONZ proklamował „nową erę solidarnej odpowiedzialności”. Także Gordon Brown i zagalopował się głosząc koniec „starego systemu międzynarodowej współpracy ekonomicznej” i pojawienia się nowego. Tym co rzeczywiście połączyło szefów dwudziestu państw to było uznanie potrzeby „instytucjonalizacji” G20, które to forum ma charakter nieformalny i raczej towarzysko-propagandowy, aniżeli polityczny.
G20 nie jest i nie może być systemem międzynarodowej ekonomicznej współpracy, radą dyrektorów rządem dla gospodarki globalnej. Oczywiście takie forum współpracy jest potrzebne i uzasadnione jako przejaw troski o gospodarkę światową, ale właśnie tej troski wyraźnie brakuje. Wraz z rozdmuchiwaniem roszczeń związanych z regulacją tej gospodarki coraz mocniej będą słyszane dwa zarzuty. Po pierwsze, iż jest to uzurpacja niemożliwa do zaakceptowania przez resztę świata. Po drugie, że premierzy i prezydenci reprezentują swoje państwa, a więc nie powinni wykorzystywać światowego kryzysu ekonomicznego do uznania siebie za reprezentantów świata. Praca nad ustanowieniem efektywnych i akceptowanych, a także demokratycznych form rozwiązywania problemów globalnych, to zadanie zbyt poważne, aby powierzać je towarzyskim spotkaniom przywódców dwudziestu państw.
Jeśli w odpowiedzi na te zarzuty padłaby uwaga, iż są one w jakimś stopniu reakcją na wyłączenie Polski z udziału w G 20, odpowiemy jednym zdaniem: taka uwaga byłaby jak najbardziej słuszna. Po jednej manipulacji (wyłączającej niektóre kraje z gremiów dyskutujących o problemach globalnych) wolno domyślać się następnych.
Targi o wpływy w organizacjach międzynarodowych
Przede wszystkim zauważalne było ustępstwo Baraka Obamy (i głównych krajów europejskich) co do zwiększenia udziałów krajów rozwijających się w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i w Banku Światowym. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że obydwie organizacje finansowe znajdują się pod kontrola Departamentu Stanu USA, czyli są swoistym pasem transmisyjnym dla realizacji interesów ekonomicznych i politycznych Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza MFW odgrywa tutaj istotną role, gdyż ok. 50 krajów, w tym Polska, jest związanych długookresowymi umowami z Funduszem, przewidującymi monitorowanie (kontrolę) tych krajów. Kraje rozwijające się (BRIC) uzyskały w Funduszu o 5 % udziałów więcej (w Banku Światowym – 3 %), głównie kosztem Europy, ale to nie zmieni charakteru władzy w MFW. Zresztą fundusz ma na swoim koncie wiele niepowodzeń w ratowaniu gospodarek znajdujących się w kryzysie. Teraz instrumentarium pożyczkowe okaże się jeszcze słabsze niż dotychczas, gdyż przeżywające trudności kraje są mocno zadłużone, a więc zaciąganie dalszych pożyczek z MFW może się dla nich źle skończyć.
(aby przeczytać cały artykuł pobierz plik)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński