Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

SALTO MORTALE

2009-10-27

Patologia władz państwowych dochodzi do skrajności, kiedy prawo jest tworzone przeciw interesom publicznym. Ten punkt krytyczny został w Polsce przekroczony. Trudno o bardziej skrajny przykład tej patologii w polityce rządu i wspierającej go koalicji parlamentarnej, aniżeli „ustawowa” likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego. W ten sposób przerwana została tama dla legalizacji wszelkiego bezprawia. Widzimy więc coraz bardziej cyniczne i szkodliwe posunięcia legislacyjne rządu i koalicji. Jednym z przykładów jest zamach na Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, czym się tutaj zajmę. Ale przykładów podobnych jest więcej (wśród nich jeden szczególnie niebezpieczny: wyprzedaż polskich zasobów naturalnych).

Jest tych przykładów tak wiele, że zamach na Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe może nawet przejść bez echa. Pod koniec września 2009 Sejm RP uchwalił „Ustawę o spółdzielczych kasach kredytowo-oszczędnościowych”, zaś niespełna miesiąc później (22 października 2009) Senat uchwalił poprawki jeszcze bardziej pogarszające sytuację SKOK-ów. Wszystko wskazuje na to, że wspomniany zamach zakończy się powodzeniem. Ale zanim przejdę do odsłonięcia jego kulis powinienem pokazać, że jest to jedna z konsekwencji wspomnianego przerwania tamy dla legalizacji bezprawia.

Legalizacja bezprawia
W przypadku uruchomienia procesu legalizacji likwidacji polskiego przemysłu stoczniowego, celowo rozmytego kompetencyjnie i wspomaganego scenariuszem „niespełnionych obietnic” mających rozmiękczyć opór i znużyć opinię publiczną, zaznaczyły się dwa jednoznaczne fakty.
Po pierwsze, fakt spowodowania strat majątkowych i społecznych, których nie można traktować inaczej niż działalność szkodliwą dla Polski, a nawet będącą swoistym aktem wrogości. Same traty majątkowe (w kategoriach analizy kosztów i korzyści sięgają ok. 70 mld zł, a więc wielokrotnie przewyższają „profity” z uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej). Gorzej, naruszono bezpieczeństwo narodowe i terytorialne Polski, otwierając w ten sposób możliwość poddania Pomorza Niemcom.
W istocie rzeczy był to pewien eksperyment mający ustalić, na ile można się posunąć. Chyba według rządu i koalicji eksperyment okazał się udany, co mogło wywołać obecne rozzuchwalenie. Ale jest to ustalenie całkowicie błędne. Może wskutek głupoty lub zadufania, które nieuchronnie towarzyszą pogłębiającej się patologii uznano, że „proces likwidacji” stoczni przebiega w myśl pierwotnych dyrektyw, a zatem można iść za ciosem. Zapewne przyjęto, że dalej można ignorować powszechny sprzeciw wobec podobnych akcji, a może oceniono, że społeczeństwo polskie jest już tak osłabione politycznie i gospodarczo, że liczyć się z nim nie trzeba. Nic bardziej błędnego.
Po drugie, fakt bezdennej arogancji władzy, która lekceważy jednomyślną opinię społeczną, a więc i społeczeństwo. Trudno bowiem uznać dwustu kilkudziesięciu posłów i kilku funkcjonariuszy ministerialnych za czynnik podważający tę jednomyślność. Kłamano, że stocznie da się uratować, że będzie praca dla stoczniowców i tak dalej. To nie ma nic wspólnego z dialogiem społecznym. Konsultowano się natomiast z czynnikami zewnętrznymi (zwłaszcza Komisją Europejską).
To po prostu świadectwo politycznego cynizmu. Na marginesie warto zaznaczyć, że podobne konsultacje w sprawie SKOK przeprowadzono z Europejskim Bankiem Centralnym, a całkowicie odsunięto od przygotowania projektu ustawy bezpośrednio zainteresowanych, czyli Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe.
Do czego zmierza przygotowana do uchwalenia ustawa w sprawie SKOK-ów? Zdaniem wielu opinii – do ich likwidacji. Niestety, opinie przeciwstawne brzmią rażąco fałszywie. To szef EBC Jean-Claud Trichet wystawia projektowi wspomnianej ustawy pozytywną recenzję, mimo, że przekracza swoje kompetencje. Pisze on: „EBC z zadowoleniem przyjmuje nowe przepisy regulujące sprawowanie nadzoru i regulacyjne w odniesieniu do SKOK Komisji Nadzoru Finansowego. Rozwiązanie takie powinno sprzyjać zachowaniu równych warunków konkurencji pomiędzy różnymi uczestnikami polskiego rynku finansowego”. Dokładnie tak, jak o równych warunkach konkurencji (między stoczniami) słyszeliśmy wcześniej od unijnej komisarz Neelie Kroes. Teraz (jak wcześniej w przypadku stoczni) nie chodzi wcale o „równe warunki konkurencji”, lecz o polityczną eliminację konkurencji polskich podmiotów gospodarczych. I wszyscy o tym doskonale wiedzą.
Jean-Claud Trichet nie daje żadnych argumentów za popieraną ustawą, ale postuluje dodatkowo obciążenie kas spółdzielczych utrzymywaniem rezerwy obowiązkowej (nie zauważył, że funkcjonuje odpowiednik w postaci Funduszu Stabilizacyjnego).

Zamiast perswazji - rozliczenie
Dla niektórych może być zaskoczeniem, że wachlarz „manipulacji prawem”, a ściślej – kombinacji wokół tworzenia prawa, jest nadzwyczaj bogaty. Obejmuje on prywatyzację, w tym zeszłoroczne „wyłączenie” strategicznych sektorów gospodarki z … strategicznych. Mamy legislacyjne rujnowanie systemu opieki zdrowotnej, publicznego radia i telewizji itp. Mamy zapowiedź legalizacji rabunku zasobów naturalnych (i częściowo przyrodniczych). A z drugiej strony – odrzucanie projektów ustaw, które są pilne i konieczne (na przykład w zakresie wzmożenia kontroli obrotu finansowego).
Do tego dochodzą zabiegi oszukańcze w statystyce i ocenie sytuacji ekonomicznej kraju. W tych warunkach perswazja nie działa.
Ale dzisiaj skala patologii władzy rządowej i parlamentarnej jest tak wielka, że tylko ludzie wysoce naiwni ufają jeszcze, że rząd Donalda Tuska i koalicja PO-PSL utrzymają się przy sterze. Trwają gorączkowe przymiarki do nowych konstrukcji partyjnych, które umożliwiłyby utrzymanie dotychczasowego status quo. Widać gołym okiem, jak niektórzy uciekają z tonącego okrętu. Krytyka rządu wzmaga się nie tylko ze strony tych, którzy konsekwentnie przeciwstawiali się rozlicznym patologiom rządzących, lecz również ze strony tych, którzy dotychczas tym patologiom kibicowali.
Coraz więcej osób rozumie, że ci, którzy podejmują się zdradzieckich „inicjatyw legislacyjnych” nie mogą już liczyć na bezkarność. Wreszcie dochodzi do nich, że obciążają nie tylko siebie, ale także własne dzieci i wnuki piętnem zdrady narodowej, którego nic nie wymaże. Jeszcze działa zastraszanie „polskim nacjonalizmem”, ale niewielu bierze je poważnie. Działa ono, dopóki funkcjonują „systemy bezpieczeństwa” w postaci silnych czynników zewnętrznych, korporacji finansowych czy zagranicznych rządów. Złudne jest jednak przeświadczenie, że korporacje lub obce agentury wykorzystujące służalczość i skłonność do korupcji są skłonne do ochrony wysługujących się im kreatur. Gardzą nimi jak my wszyscy.
Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, a to oznacza, że antynarodowe akcje, uczestnicy tych akcji, ich słowa, decyzje i zakulisowe zabiegi są trwale zapisane. „I wszystkie włosy na waszych głowach zostaną policzone”.
 

Brak zrozumienia?
Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe są organizacjami spółdzielczymi. Wielu polityków, biznesmenów i ekonomistów zdaje się nie wiedzieć, na czym polega zasadnicza różnica między biznesem i spółdzielczością. Albo udaje, że nie wie. A więc warto tutaj możliwie najkrócej wyjaśnić te różnice, a także przyczyny wrogości, z jaką liberalni politycy podchodzą do organizacji spółdzielczych.
Podstawowa różnica polega na tym, że organizacje spółdzielcze nie są nastawione na zysk. To oznacza, że mogą wykonywać dla swych członków usługi z reguły taniej, aniżeli firmy biznesowe. Są czynnikiem hamujący nadmierne zyski w biznesie, ponieważ w warunkach konkurencji wymuszają pod tym względem umiarkowanie. To powoduje wrogość wobec spółdzielczości, pojawiającą się wówczas, gdy w biznesie rozprzestrzenia się chciwość i oszukańcze manipulacje.
Druga różnica między biznesem i spółdzielczością polega na tym, że organizacje spółdzielcze są formą obrony. Chciwość i oszustwa są nie tylko chorobą społeczną, ale również przejawem wyzysku. Jeżeli władze z powodów politycznych są nieprzyjazne inicjatywom gospodarczym, organizacyjnym i kulturalnym (jak to było w zaborach pruskim i rosyjskim), to spółdzielczość jest ponadto formą obronną przed dyskryminacją i wynarodowieniem. Te dwie przesłanki leżały u podstaw dynamicznego rozwoju polskiej spółdzielczości. Obecnie, jak widać, znowu są aktualne.
Trzecia różnica polega na tym, że spółdzielczość opiera się na zasadach demokracji gospodarczej, a więc na zarządzaniu zakładającym nadzór oddolny. Sprawy zależą od tych, którzy mają przewagę głosów, a nie kapitału.

Stare numery
Konieczne jest przypomnienie silnych i skutecznych niestety zamachów na polską spółdzielczość, trwających nieprzerwanie od 1990 roku. Pozwoli to uchwycić, że metody i argumenty usprawiedliwiające niszczenie spółdzielczości są ciągle te same. Są to metody kłamliwe i prymitywne.
Teraz zastosowano je znowu wobec dynamicznie rozwijających się kas spółdzielczych.
Pierwszy generalny atak na spółdzielczość został przeprowadzony w postaci „ustawowej” likwidacji centralnych związków spółdzielczych w 1990 roku. Podobnie jak w późniejszej ustawie o likwidacji przemysłu stoczniowego nie odważono się nazwać sprawy po imieniu, jedynie pisano ogólnikowo o „zmianach organizacyjnych” (w tej drugiej o „kompensacji”). Nie jest to spostrzeżenie drugorzędne, gdyż taka praktyka znamionuje chęć ukrycia właściwego celu. W obydwu tych przypadkach zamierzonym celem była likwidacja.
Do tego dochodzą absurdalne, w oczywisty sposób sprzeczne z interesem publicznym uzasadnienia. Jako oficjalne uzasadnienie potrzeby zlikwidowania centralnych związków spółdzielczych podano potrzebę rozwoju konkurencji rynkowej, a więc … „likwidację struktur monopolistycznych”. Kłamliwość oraz prymitywizm takiej argumentacji są niepodważalne. Przypisywanie wszystkim strukturom spółdzielczym pozycji monopolistycznej było niedopuszczalnym nadużyciem. Łatwo sprawdzić, że w stosunku do spółdzielczości mieszkaniowej, mleczarskiej, ogrodniczej, a tym bardziej do małej „Cepelii” był to zarzut całkowicie chybiony. Wątpliwe, że w gorset monopolu można było ubrać spółdzielcze organizacje handlowe (”Społem”, ”Samopomoc Chłopską”) ponieważ spółdzielnie były zorganizowane jako podmioty gospodarcze tworzące sieci handlowe. Świadomie chciano wyeliminować polskie (efektywnie działające!) sieci handlowe, aby zrobić miejsce zagranicznym sieciom handlowym. Tak też zrobiono. Dlaczego nie wystarczało tym drugim przystąpienie do otwartej konkurencji z pierwszymi? Odpowiedź jest oczywista: spółdzielcze sieci handlowe utrudniałyby osiąganie krociowych zysków. Byłyby to sieci kontrolowane przez dostawców i przetwórców, którzy dzięki temu mieliby szanse oprzeć się wyzyskowi ze strony potężnych (a ponadto obdarzanych przez władze licznymi przywilejami) sieci zagranicznych.
We współczesnej historii polskiej spółdzielczości pojawił się drugi element destrukcji: dzielenie spółdzielni mieszkaniowych. Argumentacja brzmi przyjemnie dla ucha: „małe jest piękne”. W dobie globalizacji, gdy niemal wszystkie obszary gospodarcze wchłaniają wielkie korporacje finansowe i przemysłowe jest to argumentacja naiwna i fałszywa. Współczesne systemy informacyjne znakomicie ułatwiają działanie w wielkiej skali. Należałoby raczej promować inny slogan: „małe jest głupie”. Teraz znowu pojawia się ów pęd do dzielenia organizacji spółdzielczych, tym razem – SKOK. Małe kasy spółdzielcze (śmiesznie małe, bo …) proszę bardzo. A duże kasy do likwidacji lub do przekształcenia w banki, jeśli na to łaskawie zezwoli Komisja Nadzoru Finansowego. Jak widać, pomysł nie nowy.

Fałszywi przyjaciele
Przeciwników projektu likwidującego SKOK jest wielu, gdyż większość organizacji związkowych, konsumenckich i obywatelskich potrafi rozpoznać negatywne dla siebie skutki jego uchwalenia. Zwolenników jest mało, nie licząc najbardziej zainteresowanej Komisji Nadzoru Finansowego, która zyskuje wpływy i profity (chce m.in. obciążyć kosztami nadzoru kasy spółdzielcze). O samej KNF i jej działaniach zmierzających do likwidacji SKOK-ów potrzebny jest odrębny, obszerny tekst ukazujący, że nie powinna udawać świętoszka. Jest jeszcze entuzjastycznie nastawione do projektu kierownictwo Krajowej Izby Gospodarczej, co znawców historii powstania KIG nie powinno dziwić.
Natomiast ostrym przeciwnikiem projektu likwidacyjnego SKOK-i jest Krajowa Rada Spółdzielcza, w której opinii zawarto takie stwierdzenia: „Przedłożony projekt poselski z dnia 19 marca2 009 roku oceniamy bardzo krytycznie, gdyż już pobieżna jego lektura jednoznacznie wskazuje, iż zmierza on do zlikwidowania spółdzielczych kas oszczędnościowo- kredytowych, a więc instytucji spółdzielczych, które rozwijają się stabilnie i nie są zagrożone skutkami kryzysu finansowego ani też nie są instytucjami, które mogą spowodować zagrożenie stabilności finansowej naszego państwa”. I dalej: Z regulacji tych wynika, że istnieje poważne zagrożenie naruszenia podstawowych zasad spółdzielczych, zagrożenie złamania podstawowych zasad konstytucyjnych, a także wypaczenie istoty spółdzielczych kas oszczędnościowo - kredytowych, które jako spółdzielcze instytucje finansowe są wyłączone spod dyrektyw bankowych”.
Jednak stanowisko KRS nie jest zupełnie jasne. Cytowana opinia skierowana do Kancelarii Sejmu nie jest podpisana przez prezesa Alfreda Domagalskiego (członka władz PSL), ale przez przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego Jerzego Jankowskiego (członka SLD). Prezes, który wcześniej zdecydowanie bronił interesów spółdzielczości, narażając się na niewybredne ataki polskojęzycznych dziennikarzy, teraz „siedzi cicho”.
Polityczne zaplecze PSL tworzą nie tylko jednostki ochotniczej straży pożarnej, to także nadal wpływowe na szczeblu lokalnym organizacje spółdzielcze (w tym także kasy spółdzielcze). Przyłączenie się posłów ZSL do zamachu na SKOK-i jest potężnym uderzeniem we własne zaplecze. Czekamy zatem na widowisko sejmowe: czy ludowcy wykonają salto pod batutą premiera Donalda Tuska? Patologie mają to do siebie, że niszczą nawet instynkt zachowawczy.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

A.S.

Logowanie