Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Mroczny protekcjonizm

2009-10-27

Protekcjonizm był obecny nawet w okresie ekspansji Konsensusu Waszyngtońskiego i powszechnego potępienia polityki protekcjonistycznej. Rzecz w tym, że już wtedy był on ukryty w cieniu „walki z protekcjonizmem”, dzięki czemu z czasem przybrał bardziej ekspansywny charakter. W sytuacji światowego kryzysu ekonomicznego ten „mroczny protekcjonizm” nasilił się jeszcze bardziej.

Już w połowie 2007 roku protekcjonistyczne tendencje nasiliły się, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Nie ulega wątpliwości, że wpływ handlu i inwestycji zagranicznych był w tym kraju w poprzednich latach wyjątkowo korzystny. Integracja z gospodarką światową spowodowała zwiększenie produktywności i tworzenia dobrobytu w Stanach Zjednoczonych, a także w pozostałych krajach. Ale obraz sytuacji nie jest pełny. Dysproporcje między krajami rozwiniętymi i słabymi gospodarczo uległy zaostrzeniu. Większość krajów o niskich i średnich dochodach doznało gwałtownego spowolnienia wzrostu gospodarczego i zmniejszenie wskaźników jakości życia, takich jak śmiertelność niemowląt i dzieci, oczekiwana długość życia. Fakty te były jednak systematycznie ignorowane lub – jak w Polsce – zaciemniane przez manipulacje wskaźnikami wzrostu gospodarczego. Takie wyjątki jak Chiny, które rzeczywiście korzystały z globalnej integracji gospodarczej, nie stroniły od protekcjonizmu.

Po 2007 roku zasady wolnego handlu miały w USA coraz mniejsze uznanie, ponieważ zaczęto silniej odczuwać spadek płac realnych w wyniku liberalizacji handlu i inwestycji, aniżeli korzyści z dostępu do tańszych (i zwykle jakościowo gorszych) towarów konsumpcyjnych. Oczywiście różnie to wyglądało w poszczególnych grupach zawodowych, co raczej nie łagodziło sporów. Niektóre zawody (jak prawnicy czy pracownicy przemysłu farmaceutycznego) zyskiwały na liberalizacji, inne pogrążały się w stagnacji i rozczarowaniu. Wygrywali zwłaszcza ci, którzy pracowali w sektorach chronionych od importu. Nierówności społeczne pogłębiały się znacznie.
Kryzys podważył wiarę w wolny rynek i jedynie zaostrzył problemy. Z danych londyńskiego Centrum Badań Polityki Gospodarczej (CEPR) wynika, że nowe ograniczenia wolności handlu szybko się mnożą. Jego lista obejmuje aż 78 środków ograniczających, w większości stosowanych w krajach G20. Amerykańskie ograniczenia chroniące przemysł motoryzacyjny stały się pretekstem dla ograniczeń w głównych krajach europejskich. Innych pretekstów też nie zabrakło. To, iż towarzyszy temu szeroki i głośny zestaw nawoływań do przeciwdziałania protekcjonizmowi nie ma więc większego znaczenia.

Meandry G20

Coraz częściej słychać głosy, ze G20 jest strukturą nieformalną i nieskuteczną. Widać to szczególnie w realizacji gromkich zapowiedzi pomocy dla krajów słabych ekonomicznie w walce z skutkami kryzysu globalnego oraz przeciwdziałania skłonnościom protekcjonistycznym. Wbrew pierwszym wrażeniom, obydwie kwestie są ze sobą ściśle powiązane. Nieskuteczność widać już było tuż po szczycie G20 w Waszyngtonie, na którym „ wyrzekano się protekcjonizmu, a wróciwszy do domu, zajęto się wprowadzaniem protekcjonizmu”. Według danych Banku Światowego 17 z 20 państw grupy G20 podjęło działania chroniące swoje gospodarki. Trzy państwa zostały na lodzie. Ale także kilka państw spoza dwudziestki, w tym Polska. Ten problem nieskuteczności nie skłonił przywódców G20 do poważniejszej refleksji, lecz tylko do umocnienia dotychczasowej retoryki anty -protekcjonistycznej. Jak gdyby nic się nie stało, zadeklarowano gromko: Ożywiając handel świata i inwestowanie ma podstawowe znaczenie dla przywracania globalnego wzrostu. Nie powtórzymy historycznych pomyłek protekcjonizmu poprzednich wieków”. Albo „W tym celu potwierdzamy nasze ustalenia z Waszyngtonu powstrzymania się od wznoszenia nowych barier dla inwestycji albo wymiany dóbr i usług, od narzucania nowych ograniczeń eksportu, wprowadzając w życie postanowienia Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO)”.

Współczesny protekcjonizm jest różnie usprawiedliwiany. Usprawiedliwia się go zmianą opinii społecznej, która w warunkach kryzysu traci przekonanie o wartości globalizacji i wolnej konkurencji. Poddaje się w wątpliwość pryncypia neoliberalnej ekonomii, coraz częściej przyjmując, że znajduje się ona także w stanie głębokiego kryzysu. Paradoksalnie za ojca współczesnego protekcjonizmu uznaje się Johna M. Keynesa, gdyż milczącym warunkiem zastosowania polityki keynesowskiej będzie ograniczenie zatrudnienia cudzoziemców oraz importu. Wszak teoria Keynesa dotyczy gospodarki zamkniętej. Ograniczenia zatrudnienia cudzoziemców będą usprawiedliwiane zarówno „rosnącym bezrobociem cudzoziemców ”, jak i sprzeciwem krajowych związków zawodowych, aby nie narażać się na zarzut ksenofobii.

Coraz częstszym usprawiedliwieniem protekcjonizmu jest: „inni to robią”, czyli jakaś forma obrony lub retorsji. Tak jak to miało miejsce w marcu bieżącego roku ze strony Meksyku, który podwyższył cła na 90 amerykańskich towarów w odpowiedzi na zakaz transportu meksykańskimi ciężarówkami towarów na amerykańskim terytorium.

Dwuznaczne posunięcia
Retoryka walki z protekcjonizmem opiera się na przekonaniu, że chodzi wyłącznie o bariery dla inwestorów czy ograniczenia handlowe. Tymczasem główna fala protekcjonizmu rozstrzyga się na płaszczyźnie finansowej i politycznej. System pomocy finansowej dla banków czy przedsiębiorstw jest systemem ewidentnie protekcjonistycznym, a takie słowa jak „bodźce fiskalne” czy „anulowanie toksycznych aktywów” jedynie fałszują ten stan rzeczy.

Obecny protekcjonizm obficie korzysta z siły politycznej. Jest on, mówiąc jasno, polityką podporządkowaną interesom ekonomicznym danego kraju lub regionu. Społeczeństwa słabo zorganizowane politycznie na ogół nie są zdolne przeciwstawić się zewnętrznym tendencjom protekcjonistycznym.
Polacy są słabo zorganizowani politycznie. Kto jest słabo zorganizowany politycznie w warunkach obecnego (kryzysowego) protekcjonizmu przegrywa, bo tych stosujących protekcjonizm z pozycji siły nie brakuje. Dziś protekcjonizm nie sprowadza się do zakładania barier celnych. To obecnie kwestia asymetrii w relacjach ekonomicznych, finansowych i politycznych między krajami. A więc obejmuje ona wykorzystanie uzależnienia jednych krajów od drugich w celu dyktowania warunków (ekonomicznych, finansowych, politycznych). Problem jest więc dzisiaj bardzo złożony i wymaga – paradoksalnie – wzmocnienia niezależności i autonomii narodowej. Protekcjonizm silnych krajów jest czynnikiem rozbijającym integrację gospodarczą i polityczną. Taki jest jego skutek w Unii Europejskiej, czego trudno nie dostrzec.

Zdumiewające jest, że bezpardonowej ekspansji protekcjonizmu w głównych krajach UE towarzyszą rygorystyczne środki przeciw obronnemu protekcjonizmowi w nowych krajach członkowskich. Taka dwulicowość nie tylko podważa zdolność integracji, ale stanowi zarzewie ostrych konfliktów i ewentualnego rozpadu Unii Europejskiej.
Kryzys światowy spowodował znaczny spadek międzynarodowych obrotów handlowych, zdecydowanie szybszy od spadku PKB. W rezultacie sytuacja w handlu międzynarodowym uległa radykalnej zmianie. Spadek importu zagranicznych towarów uderza rykoszetem w kraje importujące, ponieważ w wielu przypadkach są one poddostawcami części i podzespołów. Druga fala kryzysu uderzy nie tylko w kraje słabe ekonomicznie, jak oczekują niektórzy, ale wtórnie również w kraje rozwinięte.

Do nasilenia się protekcjonizmu przyczynia się lobbing i korupcja. Jest to oczywiste w świetle współczesnych teorii ekonomicznych (Mancur Olson , Gordon Tullock), także widoczne gołym okiem. Do tego dochodzi nierozwiązana kwestia przestępczości międzynarodowej. Istnieją więc pewne okoliczności, w których protekcjonizm jest uzasadniony. Obecne tendencje protekcjonistyczne przekroczyły jednak granice umiarkowania i rozsądku.

 (zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

A.S.

Logowanie