Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Powraca sprawa prof. Jarosza (3): Czystki w naukach ekonomicznych

2009-11-30

Dzięki sprawie Jarosza, a ściślej biorąc bulwersujących wydarzeń dziejących się wokół profesora zwyczajnego nauk ekonomicznych Antoniego Jarosza i założonej przez niego szkoły wyższej w Jarosławiu, mogliśmy przekonać się, jak dalece władze rządowe są zdolne do nadużyć, aby zwalczać niewygodne osoby.

Nie chodzi przy tym o wydarzenia sprzed dwudziestu lat, lecz z bliskiej przeszłości i teraźniejsze. Znamy wiele przypadków (choć mniej głośnych) eliminacji profesury i celowego blokowania karier naukowych ekonomistów, z dokonywanych z łamaniem prawa. Ale jak można było inaczej zmusić całe środowisko ekonomiczne do „wyznania wiary” w ekonomię neoliberalną?

Środowisko polskich ekonomistów- naukowców zostało zgwałcone i sponiewierane. Nie można się więc dziwić jego obecnej uległości i bierności wobec ewidentnych przejawów szkodliwej polityki gospodarczej oraz obejmowania wysokich funkcji w polityce gospodarczej przez ludzi kompletnie pozbawionych kwalifikacji ekonomicznych.
Ogólne wyobrażenie praktyki represyjnej skupia nasze zainteresowanie raczej na statutowo wyposażonych w środki przymusu instytucjach, takich jak policja, prokuratura czy sądy. Przy okazji sprawy odkrywamy, że zjawisko sprowadzało się do kilku epizodów, lecz miało szeroki zakres społeczny; m.in. objęło sektor edukacji, a szczególnie – szkolnictwa wyższego. W tym w szczególności eliminując z tego systemu i życia publicznego profesurę z nauk ekonomicznych, co było nieprzypadkowe.

Innym spostrzeżeniem może być fakt, że usuwanie z życia zawodowego lub publicznego niewygodnych osób było – jak w przypadku prof. Jarosza – działaniem uporczywym i trwałym. Czasem nieuchronnie pojawiają się konflikty sytuacyjne między różnymi instytucjami i reprezentującymi je osobami, ale mają one charakter przejściowy. Strony konfliktu z reguły są zainteresowane możliwie szybkim rozstrzygnięciem sporu, a przynajmniej takie są oczekiwania i nacisk społeczny. W poprzednim artykule niniejszego cyklu zatytułowanym Tupet i arogancja wręcz razi upór i długotrwałość działań podejmowanych przeciw prof. Jaroszowi przez panią minister edukacji i jej następcę. Tylko sam okres rozpoczynający się od opisanego w artykule pasma powodowanych przez nich trudności z tworzeniem filii szkoły kierowanej przez prof. Jarosza, a kończący się na skierowaniu wniosku przez panią minister doniesienia do prokuratury przeciw prof. Jaroszowi (z oskarżeniem wątpliwej jakości, o czym jeszcze będzie mowa) obejmuje przeszło dwa lata. A przecież sprawa dopiero nabierała rozpędu. Są to ważne odkrycia. Wskazują bowiem, że nadużycia i represyjność władzy miały systemowy charakter, czyli dotyczyły całego systemu rządzenia, a nie jakiś przypadkowych lub sporadycznych sytuacji.

Nadal, jak sądziumy, istnieją wątpliwości, czy o atakach kierowanych przeciwko prof. Jaroszowi i jego szkole decydowały przesłanki polityczne. Niektóre z tych wątpliwości można jednak rozwiać stosunkowo łatwo. Łatwo wykazać, że ataki te nie były spowodowane osobistą niechęcią czy urazem do prof. Jarosza, chociaż przemawia za tym zacietrzewienie i emocjonalność ówczesnego ministra edukacji Mirosława Sawickiego, następcy pani minister Krystyny Łybackiej. Otóż w całym okresie 2003-2006 mamy do czynienia z szeroko zakrojoną czystką w środowiskach naukowych. Sprawa Jarosza jest pod tym względem wzorcowym przykładem prowadzenia tej czystki. To, co sprawę tę wyróżnia spośród innych, to niespotykany opór ze strony prof. Jarosza, skłaniający bez wątpienia do sięgania po coraz to silniejsze środki represji. Tutaj kryje się przyczyna największego błędu jego politycznych adwersarzy; ich wyjście z ukrycia, obnażenie złych intencji i fałszu. Pośrednio jest to także przyczyna kolejnego błędu: nasilanie represji wymusza sięganie po coraz nowe „odwody” w postaci podległych władzy politycznej (chociaż często uchodzących jako niezawisłe) instytucji, środowisk i osób. Te z kolei niekoniecznie muszą być dostatecznie sprawne i spolegliwe, a ich działania mogą tym łatwiej kompromitować mocodawców. Dlatego sprawa Jarosza jest szczególnie pouczająca.

O wspomnianej fali czystki w środowisku profesorskim słychać od dawna. Pisał o niej przed jeszcze w 2006 roku w Naszej Polsce prof. Artur Śliwinski, publikując cykl trzech tekstów pod wspólnym tytułem: Bohaterowie i złoczyńcy, uczeni i doktrynerzy. Przytoczymy dwa fragmenty pierwszego tekstu zatytułowanego Czystka i desant. Na wstępie Profesor pisze o występowaniu dwóch mocno splatających się ze sobą akcji: fali czystki dokonywanej w polskim środowisku naukowym, zapoczątkowanej co najmniej przed dwoma laty i osiągającej obecnie punkt kulminacyjny oraz swoistego desantu mocno skompromitowanych lub zagrożonych degradacją polityków i funkcjonariuszy państwowych, którzy gromadnie napływają do cichej przystani oznaczonej szyldem Uniwersytety, Akademie i Szkoły Wyższe. Ów punkt kulminacyjny fali czystki zbiega się z przygotowaniami do jesiennych wyborów parlamentarnych z 2005 roku. Dalej formułuje on ostrzeżenie (które niestety się ziściło !), iż grozi nam rzecz niebywała: przerwanie ciągłości rozwoju polskich środowisk naukowych, co oznaczać może zawalenie się na dziesiątki lat (albo bezpowrotnie !) mozolnie, przez wiele pokoleń budowanego gmachu rozwoju i krzewienia wiedzy naukowej.
Skąd biorą się tak zatrważające szkody społeczne? Pytanie to odnosi się także do wielkich szkód, jakie zostały wyrządzone Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Jarosławiu, z oryginalną i dalekosiężną wizją polityczną, ale także z wielkim samozaparciem tworzonej i rozbudowywanej przez prof. Jarosza. Wspomniany tekst daje na nie ogólną odpowiedź: …głównym motorem tych zjawisk – czystki i desantu – jest szeroko rozumiana praktyka polityczna, praktyka kształtowana i szlifowana od lat powojennych do dnia dzisiejszego. Jest to praktyka, której niestety nie tylko nie udało się przezwyciężyć, lecz ponadto została ona „udoskonalona” o nowe sposoby podporządkowania nauki ośrodkom władzy politycznej.

Niepokojące sygnały o rugowaniu wartościowych pracowników uczelni są wtedy (i niestety obecnie) rzadkie i nie wywołują poważnych reakcji opinii publicznej. Pierwsze zdecydowane sygnały docierają do niej w związku ze sprawą prof. Marka Orkiszewskiego, którą opisał Nasz Dziennik. . Sprawa rozpoczyna się w 2002 roku od bezpardonowego – bezwzględnie sprzecznego z prawem, jak wyrokuje sąd pracy - zwolnienia prof. Orkiszewskiego z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Toruniu, nawet za cenę likwidacji kierowanej przez niego kliniki chirurgicznej. A to wystarczy, aby niemożliwość profesorowi powrót do wykonywania zawodu. Ostatnie sygnały pochodzą z teraźniejszości. Mamy tutaj na myśli sprawę opisaną na stronicach portalu Niezależnego Forum Akademickiego, odwołanego 13 kwietnia 2004 roku (z wątpliwych powodów – delikatnie mówiąc) z funkcji kierownika Zakładu Fizyki Doświadczalnej Wydziału Zarządzania i Podstaw Techniki PL i do tej pory z uporem walczącego o swoje. Sprawa ta świadczy, że działania represyjne wobec pracowników naukowych nie ustały (na co zresztą dowodów jest więcej), chociaż nie są one inspirowane na szczeblu ministerialnym. Stanowią one raczej problem poszczególnych uczelni. Wspomniany prof. Gładyszewski komentuje to z wisielczym humorem : Przyjdzie mi chyba zacząć cieszyć się z tego ukarania, bo tak trochę dzięki temu ukaraniu "załapałem" się na resztki styropianu w walce z komuną. W stanie wojennym ani mnie, ani moich przyjaciół z grupy (wtedy nielegalnej) nikt nigdy nie namierzył, nikt nigdy nie nakrył i nie ukarał za walkę z systemem. Komunistom się nie udało, a patrzcie Państwo post-komuniści całkiem dobrze sobie radzą...

To jednak nie znaczy, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego powinno dalej na te problemy zamykać oczy. Lisia polityka szkód nie naprawi i nie usunie narosłych przez lata patologii. Monitoring Niezależnego Forum Akademickiego na pewno nie wystarczy.

Czystki w środowisku naukowym zostały praktycznie usankcjonowane. Dotyczy to również tych, które zostały przeprowadzone w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Jarosławiu, po wymuszeniu przez ministerstwo edukacji zmian jej kierownictwa. W reakcji na Rozmowy niedokończone w Radiu Maryja w dniu 12 grudnia 2006 roku, mgr Marian Janusz, występując jako rzecznik prasowy „społeczności akademickiej” zaprzeczając, iż nowy rektor zwolnił dwunastu profesorów wyjaśnia: W sumie odeszło 4 profesorów, w tym: dwóch za porozumieniem stron, jeden ze względu na wiek i jeden ze względu na brak kompetencji. […] W dalszym ciągu na stanowiskach nauczycieli akademickich pracują dwie córki oraz zięć Pana prof. Łukasza Czumy i siostrzeniec Pana prof. Antoniego Jarosza. Może skojarzenie jest zbyt luźne, ale oczyma wyobraźni widzimy oskarżonego, który wyjaśnia: „Nie jestem bandytą, Wysoki Sądzie. Położyłem trupem tylko jednego, kilku innych tylko zraniłem. Dodatkowo proszę wziąć pod uwagę, że nie poturbowałem kilkunastu, którzy mi się nie podobali”.

Czystka w nauce to jedna z najbardziej nikczemnych akcji skierowanych przeciwko dobru publicznemu. Simon Sznol, rosyjski profesor, biochemik, i autor książki o dramatycznych losach środowiska rosyjskich naukowców w czasach komunizmu, nieustannie inwigilowanego, poddawanego czystkom i ostrym represjom karnym stawia ważne pytanie dotyczące ludzi na szczytach ówczesnej władzy: Dlaczego nie rozumieli oni, że niszcząc swoich najlepszych obywateli, wydają wyrok na kraj i na siebie? Aby nie pozostawić cienia wątpliwości, dodaje: u podstaw upadku kraju leży stłumienie myśli naukowej, unicestwienie dziedzictwa intelektualnego i moralnego.

(aby przeczytać cały artykuł pobierz plik)

G.H., T.T.

Logowanie