Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Część czwarta: Iluzja wzrostu zamiast wzrostu

2010-01-05

23. Dla każdego ekonomisty jest oczywiste, że trzy czynniki: praca, kapitał i postęp technologiczny nie zostały tutaj dobrane przypadkowo. Jednak wymaga to podkreślenia, gdyż coraz częściej oceny i przewidywania ekonomiczne uzasadnia się za pomocą czynników „wyssanych z palca”, jak na przykład możliwość korzystania dopłat z UE, programy wsparcia przedsiębiorczości lokalnej, przekwalifikowania bezrobotnych, inwestycje w stadiony sportowe (w ramach przygotowań do Euro 2012), itp.

Wyjaśnienie, dlaczego gospodarka danego kraju rośnie (lub maleje) większość ekonomistów rozpatruje w kategoriach "funkcji produkcji” uwzględniającej wspomniane trzy czynniki. „Funkcja produkcji” jest punktem wyjścia dla analiz empirycznych, usiłujących określić ich faktyczne znaczenie dla wzrostu gospodarczego. Tempo wzrostu zasobów pracy i kapitału wyznacza (z uwzględnieniem postępu technologicznego) tempo wzrostu produkcji. W szczególności, takie podejście rozwinęło się w ramach neoklasycznej teorii wzrostu, zajmującej się zagadnieniem długookresowej równowagi gospodarczej (jednym z bardzo uznanych opracowań z tego zakresu jest model wzrostu gospodarczego opracowany w 1957 roku przez noblistę Roberta Solowa).

24. W przeciwieństwie do takiego, dobrze ugruntowanego w ekonomii podejścia, szeroko stosowana praktyka upiększania sytuacji gospodarczej w Polsce musi być oceniana szczególnie negatywnie. Gdy stykamy się z pozytywnymi, a czasem nawet entuzjastycznymi ocenami rozwoju społeczno-gospodarczego Polski, nie mamy możliwości podjęcia dyskusji i wymuszenia nieodzownych sprostowań. Działa bowiem specyficzny monopol medialny. Wolność słowa jest tutaj rozumiana jako wolność dezinformacji.

To praktyka gremialnie wykorzystująca tendencyjnie dobrane wskaźniki wzrostu gospodarczego i wszelkie okazje do demonstracji chwilowych oznak poprawy. Na tej podstawie lansuje się tezy o „zdrowych fundamentach gospodarki”, o rzekomo wysokim wzroście gospodarczym czy o pocieszającej odporności na kryzys. „Polska jest uważana za mającą najsilniejszą gospodarkę ze wszystkich narodów Europy Wschodniej, a roczne tempo wzrostu gospodarczego na poziomie ponad 6,0%”(Forbes.com). Tak generalizuje się krótkookresową poprawę wskaźników wzrostu gospodarczego. „Agencja przytacza opinie ekspertów, w tym ekonomisty Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Marka Allena, który podkreśla, że Polska w chwili, gdy znalazła się twarzą w twarz z kryzysem, była w lepszej sytuacji niż wiele innych państw[…] dane dotyczące Polski prezentują się lepiej niż w większości państw regionu” (AFP). W ten sposób stale narzuca się z zewnątrz (MFW) tendencyjne oceny i prognozy ekonomiczne, które nigdy się nie sprawdzają.

25. Najpoważniejszym problemem jest fetyszyzowanie Produktu Krajowego Brutto. Na ogół większość ludzi przyjmuje za dobrą monetę stwierdzenie, iż tempo wzrostu PKB jest dobrym wskaźnikiem wzrostu gospodarczego. Świadomość ekonomiczna większości społeczeństwa nie jest wysoka, a nawet ciągle marnieje. Dlatego istotne zastrzeżenia dotyczące tego miernika „sukcesów gospodarczych” nie są na ogół znane. Ale przyjmując chwilowo taki naiwny punkt widzenia zauważamy, że z dynamiką PKB było szczególnie źle w okresie 1988 -1991, czyli właśnie w latach zaordynowania Polsce „szoku”. Po tym szoku PKB do tej pory nie wrócił do normy. Obecny PKB na jednego mieszkańca plasuje Polskę 71 miejscu (według CIA), podczas gdy w punkcie wyjścia było to nie najlepsze już 46 miejsce.
Warto też przypomnieć omawiane wcześniej manipulacje zawyżające rozmiary inwestycji w Polsce, co automatycznie powoduje zawyżenie PKB.

26. Przypomnijmy, jakie są zasadnicze wady tego miernika:
Po pierwsze, nie jest to miernik, który wolno stosować samodzielnie. Musi on być sprzęgnięty z drugim miernikiem jakim jest Produkt Narodowy Brutto lub Dochód Narodowy. Wymóg ten nie podlega dyskusji; jest to podejście jednoznacznie zapisane w międzynarodowych standardach statystycznych.
Produkt Krajowy Brutto obejmuje wartość wytworzonych dóbr i usług w danym kraju bez względu na to, czyją one stanowią własność. Innymi słowy, mówi on o rezultatach aktywności gospodarczej w kraju, a nie – kraju (czyli krajowych i zagranicznych firm łącznie).
Po drugie, miernik ten całkowicie ignoruje przesunięcia własnościowe. A czasem bywa tak, że są one niezwykle ważne. I to właśnie dotyczy polskiej gospodarki oraz innych krajów, w których dokonano „prywatyzacji” na wielką skalę.

27. Jednak w Polsce od 1990 roku nie prowadzi się rachunku Produktu Narodowego Brutto (a więc także Dochodu Narodowego). Brak ten był wielokrotnie sygnalizowany, lecz bez skutku. Przytoczymy zatem najważniejsze fragmenty krytyki takiej praktyki statystycznej (EEM1/2009 „GUS uprawia kreatywną statystykę ekonomiczną”):
„GUS „koryguje” PKB w taki sposób, aby wyjść na Produkt Narodowy Brutto, ale to jest wybieg mający ukryć stan faktyczny: systematyczne ukrywanie danych. Już w publikacjach międzynarodowych instytucji statystycznych polski DN znika, ponieważ nie jest liczony zgodnie z przyjętą w świecie metodyką. Tylko w dwóch krajach ucieka się od ujawnienia DN: w Polsce oraz na Węgrzech.

Skoro się nie liczy tego, co należy do obowiązującego kanonu statystyki międzynarodowej, to się najpewniej pragnie ukryć stan faktyczny. Pewnie są ku temu powody. Pierwszy jest zapewne taki, że wzrost gospodarczy wygląda gorzej, niż sugerują to publikowane dane statystyczne. To oczywiście zakrawa na cyniczną manipulację”.

28. Jednak nawet biorąc na serio mocno zawyżone szacunki polskiego Produktu Narodowego Brutto (co nie ulega wątpliwości), dowiadujemy się wiele.
Porównania Polski w stosunku do kilku krajów europejskim o średnim poziomie gospodarczym przedstawiały się następująco. W 1975 roku PNB na jednego mieszkańca w Polsce wynosił w przybliżeniu 45 % PNB Grecji, Irlandii i Hiszpanii, 67,4 % Portugalii. Od tego czasu sytuacja gospodarcza w Polsce ulegała pogorszeniu, co było przyczyną narastającego niezadowolenia i powszechnego oczekiwania, że zmiany ustrojowe przyczynią się do nadrobienia poważnych zaległości wobec innych krajów Zachodu.

W 1989 roku (przemiany rozpoczęły się w połowie tego roku) PNB na jednego mieszkańca był już się w Polsce w porównaniu z tymi krajami znacznie niższy. Wynosił 27,8 % produktu Grecji, 21,5 % produktu Irlandii oraz zaledwie 20,5 % Hiszpanii. W porównaniu z Portugalią PNB Polski spadł do 37,2 %. Nie ulega wątpliwości, ze sytuacja była w wysokim stopniu niezadowalająca.

Ponieważ, jak wspomniano, od 1990 roku oszacowania PNB Polski są mocno zawyżone, późniejsze dane nie obrazują całej prawdy. A jednak wynika z nich, że PNB w 2008 roku w Polsce stanowił zaledwie 43,3 % produktu Grecji, 25,7 % produktu Irlandii, 38,0 produktu Hiszpanii, zaś Portugalii – 60.9 %. Nawet te okaleczone dane jednoznacznie wskazują, że regres z lat 80-tych nie został przezwyciężony. W rzeczywistości regres ten nie tylko się utrzymuje, lecz nawet pogłębia.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

Ciąg dalszy: patrz część piąta: Schemat Ponziego

Warszawa 6 stycznia 2010 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie