W oficjalnych statystykach oraz enuncjacjach rządowych i medialnych w całym minionym dwudziestoleciu ciągle lansowano pogląd o dynamicznym wzroście gospodarki polskiej, z nieznacznym przesunięciem punktu ciężkości na „koszty transformacji” w latach 1990-1994 jako koszty konieczne dla przyspieszenia wzrostu.
1. Najpoważniejsze nadużycie, podważające wiarygodność tego poglądu, dotyczy aktywności zawodowej Polaków (a w ślad za tym, dochodów z pracy).
Po pierwsze, nadużycie polega na zawężeniu pola widzenia do oceny dynamiki PKB z całkowitym przemilczeniem stanu zasobów pracy, które w ciągu dwudziestu lat ulegały początkowo ostrej redukcji, a następnie stałej i silnej degradacji. Politycy i ekonomiści powinni zająć się problemami, a nie relacjami o rzekomych sukcesach. Ten problem jest wyjątkowo poważny, gdyż obfituje w zjawisko bezrobocia, zawężenia perspektyw młodego pokolenia, a w ślad za tym w liczne patologie społeczne.
Po drugie, nadużycie polega na zawężeniu spojrzenia do oceny dynamiki PKB z naruszeniem elementarnych wymogów makroekonomii i metodologii badań statystycznych, według których absolutnie niezbędne jest korzystanie z (odpowiednio unormowanego) zestawu wskaźników makroekonomicznych. W odbiorze publicznym może być to odbierane jako rodzaj skrótowego przekazu, lecz w rzeczywistości jest to działanie dezinformacyjne.
Po trzecie, wspomniane nadużycie bierze się z trzymania się wyłącznie ocen krótkookresowych, zazwyczaj kwartalnych i rocznych (czyli nacechowanych „zanikiem pamięci”) oraz nieprzydatnych dla celów prognostycznych.
2. Zasadniczym problemem ekonomicznym i społecznym Polski jest długotrwała degradacja jej zasobów ludzkich, będąca skutkiem polityki gospodarczej w całym okresie 1989-2009. Takie zjawisko nie daje się ująć wyłącznie w kategoriach wzrostu gospodarczego, tym bardziej – wzrostu ujmowanego powierzchownie lub propagandowo. Jest to zjawisko charakterystyczne dla długotrwałego zacofania gospodarczego.
W następnych punktach raportu sygnalizujemy najważniejsze elementy wspomnianej degradacji w latach 1989-2009 (nie dotykając ważnych kwestii związanych z kondycją materialną i duchową Polaków).
3. Spójrzmy na statystykę zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków. Według oficjalnych danych (Głównego Urzędu Statystycznego) w latach 1989 – 2008 ogólne zatrudnienie w Polsce zmalało o 17,5%, a według naszych szacunków o ponad 23.4% . Czyli w stosunku do stanu sprzed tzw. transformacji ilość pracujących Polaków zmalała niemal o jedną czwartą. W szczególności, co jest szczególnie negatywne dla gospodarki, znacznie zmniejszyło się zatrudnienie w przemyśle. Jedną z najbardziej wiarygodnych danych jest zatrudnienie na podstawie stosunku pracy. W 1989 roku takich zatrudnionych było w przemyśle 4894,3 tysięcy. W 1995 roku zaledwie 3461,1 tys., zaś w 2005 tylko 2665,4 tys. W ciągu szesnastu lat faktyczne zatrudnienie w przemyśle spadło o 45,5 %. Po okresowym wzroście w latach 2006 – 2007 wystąpiła kolejna fala spadku zatrudnienia, zaś obecny kryzys niweczy nadzieje na poprawę sytuacji. Pod koniec roku 2008 zatrudnienie to wynosiło już tylko 2439,0 tys. czyli połowę stanu z 1989 roku.
Jest to rekordowy spadek, mało prawdopodobny nawet w najostrzejszym kryzysie gospodarczym.
Wskaźnik aktywności zawodowej, czyli stosunek liczby aktywnych zawodowo do liczby ludności w wieku 15 i więcej lat w 2008 roku wyniósł 54,2 % i był jednym z najniższych w Europie. Przypomnijmy, że do osób aktywnych zawodowo zaliczono osoby pracujące i bezrobotne. To oznacza, że struktura ludności zmienia się niekorzystnie, ale nie tylko z powodu naturalnych ruchów demograficznych. Stosunkowo wiele osób w wieku aktywności zawodowej (45,8%) nie było zakwalifikowanych ani do grupy pracujących ani bezrobotnych.
Trzeba podkreślić, że od 2000 roku stosowane w statystyce GUS pojęcie zatrudnienia wprowadza odbiorcę informacji statystycznych w świat fikcji. Do pracujących zaczęto bowiem zaliczać „osoby, które w badanym tygodniu wykonywały pracę „co najmniej przez 1 godzinę”, nawet gdy tylko „pomagały bez wynagrodzenia” czy „miały formalnie pracę, ale jej nie wykonywały”.
4. Spójrzmy na wielką emigrację zarobkową w latach 1989-2009. Emigracji tej nie można rozpatrywać bez uwzględnienia poprzedniej fali emigracyjnej z lat stanu wojennego w Polsce. Aby uniknąć nieporozumień trzeba zaznaczyć, że obydwie fale były głównie konsekwencją nieefektywnej polityki ekonomicznej i ogólnych warunków życia, a nie jakichś okoliczności niezależnych od działań rządów.
Nałożenie się tych dwóch fal w stosunkowo krótkim okresie oznacza silny ubytek potencjału społecznego, a także zasadnicze przeobrażenie struktury wiekowej ludności polskiej o negatywnych długofalowych konsekwencjach demograficznych, ekonomicznych i socjalnych. Stosunkowo mało precyzyjne szacunki dokumentują pierwszą falę masowej emigracji w latach 1981 – 1990 na 267 tysięcy osób, co jest bez wątpienia liczbą kilkakrotnie zaniżoną. Pod koniec tego okresu za granicą przebywało czasowo łącznie ok. miliona dwustu tysięcy osób. W latach 1991- 2005 emigracja (wyłącznie na pobyt stały) miała według GUS wynosić 335 tysięcy osób. Według GUS w 2008 roku na pobycie czasowym za granica przebywało 2 miliony 210 tysięcy Polaków. W obydwu okresach strumień odpływu ludności polskiej za granicę jest dość systematyczny.
Obecnie pod względem migracji netto Polska znajduje się w czwartej ćwiartce listy krajów (zajmując 133 pozycję na 184).
5. Spójrzmy na bezrobocie w Polsce. Wbrew pozorom, bezrobocie nie jest wyłącznie rezultatem spadku zatrudnienia oraz czynnikiem wymuszającym emigrację zarobkową. Konieczne jest zwrócenie bacznej uwagi na trzy problemy: 1. Na czas trwania bezrobocia, 2. Na zjawisko ukrytego bezrobocia, w tym „zasłoniętego” przez naciągane statystyki bezrobocia w Polsce, 3. Na nieskuteczność polityki „walki z bezrobociem” (i działalność hien w tym zakresie). Trzeba też zaznaczyć, że problem bezrobocia, to nie jest kwestia bieżących wskaźników, to kwestia realnych strat materialnych i duchowych z całego okresu bezrobocia.
Tutaj odnotujemy wahania stopy wzrostu rejestrowanego bezrobocia w Polsce. W okresie 1990 – 2008 stopa bezrobocia w Polsce nigdy nie spadała poniżej 10 %, zaś w większości lat przekraczała poziom 15 %. W porównaniu, bezrobocie w krajach UE do 2009 roku nie przekraczało (z wyjątkiem Słowacji) 10 %.
Dodatkowo problem polega na tym, że GUS wyjątkowo tendencyjnie zinterpretował pojęcie bezrobocia, część zaliczając do zatrudnionych, a część do pozbawionych statusu bezrobotnego ze względu na pobierany zasiłek socjalny. Według naszych szacunków bezrobocie w Polsce jest wyższe o ok. 6,0 % w stosunku do danych GUS.
6. Warto przyjrzeć się starzeniu populacji Polaków, a zwłaszcza zwiększaniu się udziału ludności w starszym wieku w ogólnej zbiorowości, w opinii potocznej postrzeganego jako proces naturalny. Tymczasem na proces ten silnie oddziaływały długofalowe działania kolejnych rządów przez lansowanie specyficznej „rewolucji neoliberalnej”, w tym słabo zakamuflowanej polityki antyrodzinnej, jak też przez zaniedbania, a wielokroć bezmyślność w kwestiach socjalnych. Spadek przyrostu naturalnego jest główną przyczyną starzenia się populacji Polaków. A to jest wtórny efekt: propagandy antyrodzinnej, trudności na rynku pracy, zablokowania budownictwa mieszkaniowego, emigracji zarobkowej (wyciągającej z kraju ludzi młodych i dobrze wykształconych) oraz niestabilnych perspektyw makroekonomicznych.
7. Proces starzenia się ludności polskiej nasilił się w latach 90-tych od 13,5 % osób w wieku 60 lat i więcej w stosunku do ogółu ludności, do 16.7 % pod koniec tej dekady. W 2008 odnotowano 18,3 % takich osób. Prognozy są zatrważające. Jednak dyskusje nad przyczynami tej tendencji są skażone wieloma fałszywymi „diagnozami”, od sprowadzania problemu do kwestii geriatrycznych poczynając, aż do przypisywania winy „państwu opiekuńczemu” (sic!). W rzeczywistości często kamuflują one odpowiedzialność rządów za zaistniały stan rzeczy.
Wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 55-64 lat w Polsce jest najniższy spośród krajów Unii Europejskiej: wynosi 27,2 %, podczas gdy np. w Szwecji 69,4 %, w Wielkiej Brytanii 56,9 %, w Estonii 56,1 %.
(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)
Ciąg dalszy: patrz część druga: Przelewanie próżnego w próżne
Warszawa 6 stycznia 2010
Prof. dr hab. Artur Śliwiński