Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Powraca sprawa prof. Jarosza (5): Prokuratury zawodzą

2010-04-06

Dzisiaj, po wielu bulwersujących doniesieniach prasowych, opinia publiczna bardzo krytycznie odnosi się do działalności prokuratur i sądów, chociaż podobnie jak wielu innych instytucji państwowych. To wpisuje je w ogólny pogląd o tych instytucjach, w którym przeważają cienie nad blaskami. Paradoksalnie, patologiczne zjawiska ożywiają także krytykę motywowaną liberalnymi zapatrywaniami na wszelkie struktury hierarchiczne (z wyjątkiem tworzonych przez … kręgi liberalne), a do takich należy nie tylko Kościół, lecz również instytucje państwowe.

Ale przede wszystkim wypływa ona z niezadowolenia z rzeczywistego funkcjonowania tych instytucji. Niestety, taka ogólna krytyka jest przez adresatów przyjmowana – trudno to ukryć – ze wzruszeniem ramion. Toteż zarówno krytyka instytucji państwowych z pozycji liberalnych jak i faktycznie niezadowolenie z ich funkcjonowania godzą się z nieuchronnością istniejących ułomności państwa i zawsze w jakimś stopniu są walką z wiatrakami. Przez jednych jako wyraz przekonań, przez drugich jako wyraz bezradności.

Z drugiej strony, niemal wszystkie instytucje państwowe są w jakiś sposób opancerzone, odporne na zarzuty i zdolne do ostrego kontrataku. Dlatego konkretna i zarazem skuteczna krytyka ich działań jest utrudniona, a czasem niebezpieczna. Taki jest ogólny efekt ich historycznej ewolucji. W stosunku do prokuratur, gdyż w tym artykule zajmę się tylko rolą prokuratur w sprawie prof. Jarosza, wspomniane opancerzenie jest nadzwyczaj mocne. Zanim je ukażę, warto przyjrzeć się kilku, znanym z relacji prasowych, wydarzeniom. Mają one jeden wspólny mianownik: każdym z nich powinien zająć się prokurator.

Na pierwszym planie w tym czasie znajduje się wręcz gangsterski napad ekipy telewizyjnej TVN na uczestników spotkania wigilijnego w Państwowej Wyższej Szkole w Jarosławiu, dobrze udokumentowany nagraniami filmowymi i nie budzący wątpliwości co do prawnych konsekwencji napadu. Naruszone zostały – podkreślam – nie tylko dobre obyczaje, lecz również normy prawa istotne dla utrzymania porządku społecznego, praw obywatelskich i poszanowania swobody religijnej. Wkroczenie prokuratora wydaje się w tej sytuacji nieodzowne, do czego jednak nie doszło.

Na kolejnym planie widać podobne zaniechanie wobec gróźb karalnych kierowanych pod adresem prof. Jarosza. Do opinii publicznej przedostają się sygnały, że kilkakrotnie grożono mu śmiercią. Jeden z tych sygnałów jest tak ważny, że powinien postawić w stan gotowości policję i służby specjalne. Ktoś ostrzega profesora: jeśli przestaniesz kandydować na Senatora RZP to my Ci wybaczymy, damy Ci spokój, nie będziemy Cię atakować […] a jak nie przestaniesz kandydować to zabijemy Cię tak, jak Adwenta [Z tekstu: Po owocach ich poznanie, zamieszczonego na stronicach „Pokolenia JP”].

Na dalszym, lecz również charakterystycznym planie, pojawiają się w otoczeniu prof. Jarosza „nieznani sprawcy”. Stąd ironiczne pytanie skierowane pod adresem Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu: A wybijane szyby profesorowi i przebijane opony w samochodzie to dobra rzecz? [Z tekstu: Po owocach ich poznanie, zamieszczonego na stronicach „Pokolenia JP”].

Trzy wybrane przykłady zaniechania przez prokuraturę postępowania sprawdzającego i ewentualnie wszczęcia śledztwa zasługują na szczególną uwagę, gdyż są niejako modelowymi przykładami selektywnego podejścia do podstawowych obowiązków. Oczywiście, możliwe są różne usprawiedliwienia, poczynając od „merytorycznych” (nie stwierdzono znamion przestępstwa …) na formalnych kończąc (powiadomienie o popełnieniu przestępstwa zostało nieprawidłowo sporządzone, doręczone itp.). Jednak fakt społeczny jest oczywisty. Pojawia się powszechne podejrzenie o brak bezstronności prokuratorów, które owocuje zarówno niszczeniem wiarygodności wymiaru sprawiedliwości, jak też poczuciem bezkarności i eskalacją agresji ze strony nie hamowanych grup przestępczych. Mimo, że zabrzmi to nieprzyjemnie, prokuratorzy uchylający się od podejmowania dochodzeń – bezwiednie czy z premedytacją - przyczyniają się w ten sposób do rozwoju przestępczości, a nie do jej tępienia.

Napadowi na uczestników spotkania opłatkowego, z brutalnym wtargnięciem „komandosów” TVN do lokalu PWSZ w Jarosławiu, trzeba poświęcić więcej uwagi. Wpisuje się on bowiem w szerszy kontekst, który trafnie został przedstawiony na jednej ze stron internetowych [Piotr Korycki: Profesor Jarosz skazany na śmierć , Stronice USOPAŁ]: W oczernianiu uczelni i samego rektora prym wiodła TVN. Jej „dziennikarze” chodzili za Jaroszem, podsłuchiwali jego rozmowy, przepytywali pracowników i znajomych. Na porządku dziennym były nagrania ukrytą kamerą. Preparowany następnie materiał emitowano dyskredytując Rektora. Trzeba podkreślić na ogół przemilczany fakt, że przedmiotem ataku ekipy TVN była uroczystość religijna. Nie ma wątpliwości, że spotkanie opłatkowe ma właśnie taki charakter.

Sposób, w jaki telewizja TVN potraktowała uczestników tego spotkania, komentarze jej dziennikarzy, a także szerszy kontekst oczerniania jarosławskiej uczelni i jej Rektora, dostatecznie mocno uzasadniają wszczęcie postępowania o ściganie przestępstwa przeciwko czci i nietykalności cielesnej. Jest to możliwe jedynie z urzędu, ale prokuratura tego nie zrobiła.

Jak już wspomniałem, prof. Jaroszowi wielokrotnie grożono śmiercią. Grożono, że zabijemy Cię tak jak Adwenta. Sygnały te zostały zignorowane.

W dochodzeniu w sprawie śmierci śp. Filipa Adwenta – osoby o wybitnych zasługach dla Polski, parlamentarzysty z Podkarpacia – prokuratura radomska odrzuciła hipotezę o dokonaniu zabójstwa z motywów politycznych. Nie wszystkich to przekonało. W publikacjach o orientacji patriotycznej nadal ujawniano fakty, które przemawiały na korzyść tej hipotezy. I oto pojawia się groźba pod adresem prof. Jarosza, z której wynika, że osoba grożąca posiada wiedzę (mówiąc żargonem prawniczym) o kulisach śmierci śp. Filipa Adwenta. Sygnał ten został również zignorowany.

Prof. Jarosz nie uniknął także ataków nieznanych sprawców. Trzeba pamiętać, że poza pierwotnym, ogólnym znaczeniem tego terminu dotyczącego przestępstw, których sprawcy nie zostali wykryci, w Polsce termin ten uzyskał również inne znaczenie. W drugim znaczeniu dotyczy posługiwania się środkami oraz środowiskami przestępczymi do osłaniania działalności władzy oraz powiązanych z władzami grup interesu. Uznaje się przy tym za logiczne, że taka praktyka w minimalnym stopniu jest wykrywana, gdyż organy państwowe powołane do ścigania tego rodzaju przestępczości stoją po stronie władzy. Takie rozumienie fenomenu „nieznanych sprawców” było swoistą recenzją szytych grubymi nićmi działań komunistycznych służb bezpieczeństwa (wobec opozycji politycznej, a niekiedy także wobec innych niewygodnych osób). Istotą działalności prowadzonej pod kamuflażem trudności z wykryciem sprawców była bezkarność, która rzadko załamywała się pod wpływem bezspornych dowodów, rozdźwięku między promotorami i uczestnikami akcji przestępczych itp. Nawet w przypadku wydobycia na światło dzienne okoliczności obciążających za przestępstwa „nieznanych sprawców” konkretne osoby lub układy personalne, ochrona bezkarności sięgała dalej. Sięgała po ignorowanie i bagatelizowanie ujawnionych przestępstw oraz przeciąganie dochodzeń i procesów sądowych.

Po roku 1989 fenomen „nieznanych sprawców” nadal niestety daje znać o sobie. Jest to forma zakamuflowanego terroryzmu państwowego. Jest to garb III Rzeczypospolitej.

Na podstawie tych trzech sygnalizowanych wyżej wydarzeń można wysnuć szereg wątpliwości i zastrzeżeń rzucających nowe światło na sprawę Jarosza. Przede wszystkim jednak warto zdać sobie sprawę ze społecznych konsekwencji tych wydarzeń. Nie są to bowiem nieistotne epizody, oderwane od szerzej występujących zjawisk i problemów. Dwie konsekwencje ukazanego obrotu spraw zasługują na szczególną uwagę. Pierwsza, to przyczynianie się prokuratorów do narastania poczucia bezkarności. Druga, to spadek wiarygodności działań prokuratury. Nie ulega wątpliwości, że zaniechanie penalizacji konkretnych aktów zakłócenia porządku społecznego, łamania praw własności oraz praw obywatelskich, ale także brak reakcji ze strony prokuratury na informacje o ewentualności zaistnienia przestępstwa, ma wielostronne, negatywne konsekwencje. Jest to sprzeczne z podstawowymi celami działania prokuratury, a ponadto osłabia jej niezawodność. W tym sensie wspomniane mankamenty mają fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze szczególnie drażliwa sprawa: stosowania innej miary w postępowaniu prokuratorskim w stosunku do różnych osób, czyli selektywnego ścigania osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa. Wszystko to razem ma piorunujący efekt społeczny: zapewnia poczucie bezkarności beneficjentom prokuratorskich uchybień. Wtórnym efektem poczucia bezkarności jest nasilenie się recydywy, a także przekonanie pojawiające się u osób czujących się bezkarnymi, że prawo ich nie obowiązuje lub mogą nim z łatwością manipulować. Opinia publiczna jest wrażliwa na te zjawiska, wobec czego nie uchodzą one jej uwagi. Finalnym efektem takiego stanu rzeczy jest więc przekonanie, że działalność organów wymiaru sprawiedliwości ma bardzo luźny związek z deklarowanymi celami, czego nie zmienią nawet najbardziej spektakularne sukcesy.

Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy uwzględni się dwie istotne okoliczności. Pierwsza dotyczy reformy prokuratury, która zapewniłaby zerwanie z komunistyczną praktyką dochodzeń prokuratorskich, ściśle podporządkowanych politycznym i ekonomicznym interesom kręgów rządzących. Tej reformy nie było, toteż trudno walczyć z poglądem, ze „nic się nie zmieniło”. Druga okoliczność wypływa z osobistych doświadczeń poszczególnych ludzi, przekonanych o dalszym wykorzystywaniu stanowisk prokuratorskich do represjonowania ludzi niewygodnych politycznie. Nie ma powodu, by oburzać się na ludzi mających takie przekonania, ani tym bardziej - z nich szydzić. Nie są to bowiem przekonania w każdym przypadku bezpodstawne. Do dyskusji nadaje się tylko kwestia skali wykorzystywania stanowisk prokuratorskich do podejmowania akcji represyjnych. Jeśli nawet jest to niewielka skala, nic nie może takich akcji usprawiedliwiać.

Trudno więc kwestionować pogląd o utrzymywaniu się starej, komunistycznej praktyki prokuratorskiej. Tym bardziej. Że dochodzą argumenty oparte na stosunkowo świeżych doświadczeniach wynikających z kontaktów z prokuraturą, które nie tyle może wzmagają poczucie bezkarności, o którym wcześniej piszę, ile raczej je utrwalają i upowszechniają. Ciągle występuje lęk przed dostaniem się w tryby machiny represji.

Czy jest możliwe wykrywanie przypadków „selektywnego” dobierania spraw przez prokuratury? Oczywiście, jest to w pełni możliwe i wykonalne, ponieważ umorzenia oraz odmowy wszczęcia postępowania mogą i powinny podlegać kontroli. Jednak taki system systematycznej kontroli nie istnieje. Działa – bardzo słabo - procedura zażaleń. Ale i ona nie działa w przypadku konieczności wszczęcia sprawy z urzędu (żadna prokuratura nie będzie przecież składała zażaleń na samą siebie). Wspomniana „selektywność” jest po prostu wpisana w istniejącą praktykę.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)
 

A.S.

Logowanie